środa, 23 lipca 2014

39. Gorzka słodycz

Znowu opóźnienie...  Zapraszam do czytania, jeśli ktoś tu w ogóle został jeszcze
***
Szła tak szybko, że po całym korytarzu roznosił się dźwięk obcasów uderzających miarowo o posadzkę. Miała stawić się u profesora Flitwicka w sprawie jakiegoś eseju, dlatego też starała się iść na skróty. Jednak nie spodobało jej się to, że korytarz prowadzący do sali od Transmutacji był pozamykany. Na szczęście, lub też nie, stało się to, gdy była już w nim. Miała różdżkę w pogotowiu. Nie podobało jej się to, że ostatnio dzieje się tyle dziwnych rzeczy. Jednak bardziej nie podobało jej się to, że ona nie wiedziała czemu tak się dzieje. Skręciła w jedną z alejek. Kątem oka zauważyła jakiś cień, chowający się za jedną z kolumn. Automatycznie wyciągnęła przed siebie różdżkę. Co ona komu zrobiła, że teraz dzieją się takie rzeczy wokół niej? No dobra... Wiedziała co i komu zrobiła, ale ona by z tym nie przesadzała...
W końcu stwierdziła, że jej się to wszystko przewidziało i spokojnie ruszyła w kierunku drzwi. Ale kiedy była w połowie drogi, nagle wszystkie światła na korytarzu zgasły. Po chwili wszystkie okna i drzwi trzasnęły głośno, co oznaczało, że ktoś za pomocą zaklęcia solidnie je zamknął. Zacisnęła palce na różdżce jeszcze mocniej. Nie podobało jej się to wszystko.
Ostrożnie stawiała kroki, rozglądając się na wszystkie strony. Uznała, że nie będzie zapalać różdżki. Tak chyba będzie bezpieczniej... Mimo że chodziła do tej szkoły już tyle lat, to w tym momencie ten korytarz wydawał jej się na tyle obcy, że kompletnie straciła poczucie gdzie się w tym momencie znajduje. To wsystko przez tego psychopatę, który biega po Hogwarcie i podrzuca jej te wiadomości. Ona zeświruje przez niego.
Zauważyła, że po przeciwnej stronie rozległ się błysk jasnego snopu światła. I to wcale nie było Lumos. Przez chwilę się zawahała. Iść czy nie iść? Co, jeśli pójdzie, a tam będzie ta tajemnicza postać na nią czyhała? Ale jest też obcja taka, że jeśli nie pójdzie to może komuś nie pomóc w potrzebie... Była Gryfonką. Jednak zastraszaną Gryfonką. Znowu padło zaklęcie. Tym razem poszybował czerwony strumień. To zapaliło w jej głowie małą żarówkę. Wzięła głęboki oddech i ruszyła przed siebie.
Zaraz znalazła się w tamtym miejscu. Schowała się za ścianą drzwi, po czym zajrzała do środka. Otworzyła szerzej oczy. Dobrze zrobiła, że tu przyszła. Zobaczyła Harry'ego, który nie spodziewajacy się kolejnego ataku wypuścił różdżkę z rąk oraz jakąś postać w płaszczu, która celowała w niego różdżką.
-Drętwota- syknęła, kierując w ową postać, która runęła, jak długa na ziemię.
-Ginny- westchnął z ulgą.
-Co tu się stało?- spytała, klękając.
-Później ci opowiem. Co ty tu robiłaś?
-Szłam do Flitwicka- odpowiedziała i przewróciła tego kogoś na plecy. Tym kimś na pewno była kobieta. Poznała to po ciężarze. Chciała spojrzeć na twarz, ale znieruchomiała. Ta dziewczyna miała na sobie maskę. I ona już ją kiedyś widziała.
<wspomnienie>
Była druga wojna o Hogwart. Wszędzie leżały ciała rannych i poległych. Harry, Ron i Hermiona toczyli własną walkę, więc ona sama musiała się pilnować. Weszła na piąte piętro. Tu o dziwo było chyba najspokojniej. Była silna, waleczna, lecz co z tego, skoro już padała ze zmęczenia i brakowało jej sił na dalszą walkę. Musiała usiąść, chociaż na chwilę. Wciąż czujna, zmierzała do ruin ścian, aby w dobrze skrytym miejscu napełnić się siłami. To wszystko ją przerażało. Oczywiście wiedziała, że wygrają, lecz dołował ją fakt, ile osób musiało dzisiaj oddać życie oraz ile osób będzie musiało to zrobić. Po jej policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy. Pamiętała te spokojne czasy, kiedy jeszcze nie musiała zawracać sobie głowy czymś ważniejszym, niż to, jakiego chłopaka poderwać, albo jak przechytrzyć Freda i Georga w swych dowcipach... 
Usłyszała zbliżające się kroki. W sumie, to stukot obcasów. Otarła szybko twarz, podniosła różdżkę do stanu gotowości, chowając się za największym kamieniem. Ów postać powoli przechadzała się ponurym korytarzem, mozolnie rozglądając się na prawo i lewo. Najwyraźniej kogoś szukała. Jej sylwetka była znajoma. Chciała po cichu przemieścić się w drugą stronę, aby móc lepiej obserwować kobietę, jednak gdy to uczyniła, kopnęła kamień leżący u jej nóg. Zaklęła ostro, gdy echo rozniosło się po całej przestrzeni.
Nieznana jej kobieta odwróciła się zadowolona z siebie w jej kierunku. Ginny myślała, że przynajmniej dowie się z którym śmierciożercą przyszło jej się zmierzyć, jednak maska, którą miała na sobie tamta osoba nie należała do śmierciożerców- była koloru czerwonego, z czarnymi znakami namalowanymi w okolicach skroni, czoła oraz kości policzkowych. Dostrzegła w tamtych oczach determinacje, co jej się nie spodobało. Tym bardziej, że nie wiedziała z kim ma do czynienia.
Dumnym krokiem wyszła naprzeciw napastniczce. 
-Miło cię znowu widzieć, Ginny Weasley- odezwała się tamta, wyciągając różdżkę przed siebie.
-Raczej nie powiedziałabym tego samego, gdybyś ściągnęła maskę- sarknęła, zaciskając bardziej palce.
Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie.
-Nie musisz wiedzieć kim jestem. Wystarczy, że dasz z siebie wszystko. Dobrze wiesz, że to walka na śmierć i życie, a nie głupie pojedynki czarodziejów.- Zrobiła kilka kroków w jej stronę.
-Wiem, że nieprzyjacielem i to mi wystarczy. Skoro mnie znasz, to wiesz, że ja zawsze daje z siebie wszystko- prychnęła, zbliżając się do przeciwniczki.
-Czyżby?- powiedziała słodko i machnęła krótko różdżką.
Gin niespodziewająca się takiego szybkiego ataku pod wpływem zaklęcia upadła ciężko na posadzkę. 
-Tik-tak, tik-tak- zaśmiała się ta pierwsza.
Gryfonka nawet się nie podnosząc rzuciła pierwsze zaklęcie niewerbalne jakie przyszło jej do głowy, jednak chybiła.
-Cholera- mruknęła i przeturlała się w prawo, unikając zielonego światła.
-Zabawa się skończyła, pora wejść do prawdziwego świata- oznajmiła dziewczyna w masce, ponownie wydobywając ze swej różdżki zielone promienie.
Ruda z szalenie bijącym sercem, jak najszybciej przeszołgała się na kolanach w trochę bardziej bezpieczne miejsce, wciąż obolała po tamtym zaklęciu.
-Drętwowa!- warknęła.
Pudło.
-Tylko na tyle cię stać?- zachichotała, posyłając tym razem jakieś pomarańczowe światło.
-Kim ty do diabła jesteś?- syknęła, odwdzięczając jej się fioletową strużką isiekr.
Zamiast odpowiedzi otrzymała kolejną avadę. Ginevra wiedziała, że ta dziewczyna naprawdę zamierza ją zabić, dlatego też pędem ruszyła w najbardziej zniszczoną część korytarza. Oczywiście wciąż nie spotkała nikogo, kto mógłby jej pomóc.
-Gdzie uciekasz, Wiewiórko?- parsknęła szyderczo i spokojnym ruchem udała się za szesnastolatką.
Ruda wspinała się po kamieniach, zwinnie omijając przeszkody. Już wiedziała, co zamierza zrobić. Teraz jest albo ona albo tamta dziewczyna. Była już prawie na samej górze, kiedy tuż obok jej prawego ucha śmignęło kolejne zielone światło. Serce biło jej jak młotem. Oby Harry się pospieszył i wygrał tą wojnę szybko...
-Sectumsempra!- zawołała, krzywiąc się strasznie. Cóż... może ta książka mimo wszystko się do czegoś przydała.
Oczywiście znowu nie trafiła. Ręce jej się tak trzęsły, że sama się sobie dziwiła, że utrzymuje różdżkę.
Napastniczka zagwizdała z uznaniem. 
-Brawo, brawo, brawo. Nie spodziewała, się tego po tob...- Nie dokończyła, gdyż Ruda wykorzystała okazję i rzuciła w nią petryfikusa.
Tym razem trafiła.
Zadowolona z siebie weszła na samą górę, skąd miała doskonałą pozycję do obrony.
Niespodziewanie szybko jej zaklęcie przestało działać. Czerwona Maska podniosła się na równe nogi, rzucając jej wściekłe spojrzenie. 
-Avada Kedavra.
Ginny szybko padła na kolana, unikając o włos śmiertelnego zaklęcia. Znowu było blisko. Za blisko. Rozejrzała się w koło. Jej wzrok spoczął na suficie z żyrandolem, który jeszcze się trzymał.
-Bombarda maxima!- krzyknęła, celując w niego, a ów sufit i żyrandol runął prosto na jej przeciwniczkę.
Tamta krzyknęła głośno, a po chwili rozniósł się głośny hałas uderzenia kamieni o posadzkę... I czegoś jeszcze, jakby gruchotania kości. Gryfonka mimo wolnie się skrzywiła. Ostrożnie zeszła na dół na chwiejnych nogach. Czuła się, jakby zaraz miała zemdleć. Miała już dość tej walki. Jedyne o czym teraz marzyła to w błogim spokoju położyć się na chociażby chwilę i nie myśleć o tym wszystkim co tu się dzieje.
Jej plan zadziałał i pod gruzami leżała postać. Powoli do niej podeszła i uklękła, sprawdziwszy, że oby na pewno jej to nie zaszkodzi.
Znała ją skądś, tego była pewna.
Niepewnym ruchem ściągnęła jej maskę z twarzy i skrzywiła się niemiłosiernie.
Była to Astoria Greengrass.
W jednej chwili przepełnił ją niewyobrażalny gniew. O mało co nie zabiła ją... TA Ślizgonka. Chciała ją tak zostawić, a nawet doprawić jeszcze bardziej, ale ruszyło ją sumienie, gdy zobaczyła, jak Greengrass ma powyginane w nienaturalnych kątach kończyny oraz jak z jej szyi bezwładnie zwisa złoty naszyjnik w kształcie koniczyny, do którego można było włożyć zdjęcia. Otworzyła go, a wtedy patrzyła na nią mała, blond główka z przerażeniem w oczach. Westchnęła cicho. To była mała Dafne Greengrass. A obok niej, zerkała na nią nieśmiało mała Astoria, jeszcze z niewinnym wyrazem twarzy i błogim uśmiechem. W jej oczach również tlił się strach. To dość nietypowe dla tej Ślizgonki- noszenie takiego ckliwego naszyjnika i to w dodatku na szczęście, ponieważ ta koniczyna jest czterolistna. 
Ruda przygryzła wewnętrzną część policzka. Zastanawiała się co ma zrobić. W sumie to powinna ją tak tutaj zostawić, bo przecież ta Ślizgonka o mało jej nie zabiła i to zapewne bez żadnych wyrzutów sumienia. Jednak coś jej nie pozwalało tego zrobić. Westchnęła żałośnie, odsuwając za pomocą wingardiusa najcięższe kamienie na bok. Trudno, najwyżej będzie za ten błąd płacić wysoką cenę... Ale zanim odeszła, schyliła się i zerwała z szyi dziewczyny złote szczęśćie, chowając je do kieszeni. Odda jej to kiedy zasłuży... Cóż chyba nieprędko w takim razie. I jak najszybciej opuściła ten korytarz, aby sama zaraz nie stać się nieprzytomną uczennicą, leżącą bezwładnie na środku korytarza, skazaną samą na siebie.
<koniec wspomnienia>
-Wszystko w porządku, Gin?- spytał Harry, obejmując przyjaciółkę, która zrobiła się blada.
-Co?- spytała, lekko nieobecnym głosem.
-Co się dzieje?- Spojrzał na nią z troską.
-Nic takiego. Chodźmy stąd lepiej.- Złapała go za rękaw szaty i pociągnęła za sobą w stronę wyjścia. Ona wie do czego jest zdolna ta wariatka, dlatego dziękowała Merlinowi, że Flitwick kazał jej tędy przejść, bo inaczej by się to mogło wszystko skończyć...
-Jesteś pewna, że powinniśmy ją tam zostawić?- spytał, wchodząc co drugi stopień.
-Jak najbardziej.- Pokiwała energicznie głową.- Co ty tam robiłeś, tak poza tym?- Zmieniła temat.
Potter westchnął poirytowany.
-Miałem się spotkać z Malfoy'em.
-Och, no tak- mruknęła do siebie i weszła przez uchylone drzwi.
-Dzięki- powiedział, idąc w jej ślady.
Uśmiechnęła się lekko, wciaż wytrącona z równowagi tym, co zobaczyła.
-Zawsze do usług.
I oboje rozeszli się, każdy w swoim kierunku i ze swoimi myślami. To, co tutaj się dzieje jest bardziej niż dziwne. Jest niepokojące...
***
Był piękny, słoneczny dzień. Szła leniwym krokiem w stronę cieplarni numer cztery, a jej blond włosy wesoło uderzały o jej plecy. Od samej pogody chciało się uśmiechać do każdego. Cóż... do niektórych bardziej. Miała teraz okienko, więc spokojnie mogła poświęcić tę godzinę dla pewnego szatyna... Musiała przyznać przed samą sobą, że go trochę lubi. Ale tylko trochę! Poprawiła dyskretnie spódniczkę i na palcach podeszła do pewnego chłopaka, zasłaniając mu oczy dłońmi.
-Zgadnij kto- zaświergotała mu do ucha i widziała intuicją jak się lekko uśmiecha.
-Nie mam pojęcia... Pansy?- odparł, choć doskonale wiedział kim jest.
Gryfonka się skrzywiła. Nie znosiła tej dziewuchy.
-Próbuj dalej- szepnęła zalotnie.
-Hmm, Dafne?- Ponownie zażartował.
A ona znowu się skrzywiła. Tej Ślizgonki to już w ogóle nie znosiła.
-Ostatnia szansa, panie Bell, proszę ją mądrze wykorzystać.
Chłopak parsknął pod nosem.
-No nie wiem... Jade? Ale ona chyba nie przyszłaby tutaj o tak wczesnej porze...- Udał zdziwionego, po czym się odwrócił do dziewczyny.
-Pięć punktów dla Slytherinu- zaśmiała się, przytulając go na powitanie.- Co słychać?- spytała, cały czas patrząc mu się prosto w oczy.
-Po staremu. Już półmetek września, ale zleciało- zagwizdał, dyskretnie patrząc się w te cudowne, błękitne oczy, które były mu tak znajome.
-Zanim się obejrzysz będzie już bal!- zaśmiała się, posyłając mu uroczy uśmiech.
-Och, rzeczywiście- mruknął pod nosem. Bal z całą pewnościa nie przyniesie im wszystkim niczego dobrego. To wtedy rozwiąże się akcja z zakładem chłopaków. A oni wszyscy zdawali sobię sprawę z tego, że to wywróci życie szkoły do góry nogami oraz, że rozpętaja prawdziwe piekło. Ale kompletnie nie zastanawiał się nad partnerką. Doszedł niedawno do wniosku, że chyba z tego wydarzenia zrezygnuje. Pansy na pewno pójdzie z Potterem, Hermiona i Ginny będą zabijać kogo popadnie na swojej drodze, a Dafne i reszta dziewczyn dawno miały już partnerów. Chociaż chyba nie każda...
-Słuchaj, Jade...- zaczął niepwenie. Ona na pewno też ma już partnera.
-Hmm?- Zatrzepotała rzęsami. Bingo.
-Masz może z kim iść na ten przeklęty bal?- spytał, posyłając jej olśniewający uśmiech.
Gryfonka uśmiechnęła się szeroko. Nie spodziewała się, że Mats jest taki... łatwy do podejścia.
-Niestety nie.- Pokręciła głową.
-Dobrze się składa... Nie miałabyś ochoty może ze mną wybrać się na te tańce?- spytał szybko. Nie wiedział czemu, ale denerwował się odpowiedzią. To oczywiste, że z nim pójdzie, a nawet gdyby to to przecież nie koniec świata, ale jemu zależało na tym, żeby to właśnie z nią iść tego dnia.
-Z miłą chęcia- parsknęła, widząc zdenerwowanie chłopaka. Mats był uroczy.
-Idziemy razem na lunch, prawda?- spytał, robiąc krok w stronę dziewczyny.
-Jasne! Tylko mam nadzieję, że choć przez jeden dzień wszystkie posiłki odbędą się w spokoju.- Skrzywiła się, na myśł o wygłupach Granger.
-W tym cała frajda- zaśmiał się Ślizgon.
-Proszę, wchodzimy!- zawołała profesor Sprout, otwierając drzwi na oścież.
-Do zobaczenia potem- powiedziała i cmoknęła go w policzek, po czym zalotnie kręcąc biodrami ruszyła w stronę zamku.
Brunet w szampańskim nastroju ruszył za kolegami z rocznika. Ona było po prostu idealna. Nie dość, że była prześliczna, to była również czarująca, mądra i urocza. Lepiej nie mógł trafić. No... wisienką na torcie byłoby gdyby to była Ślizgonka, a  nie Gryfonka, chociaż nic nie miał do Lwów...
*
-I jak romansik, Matsiku?- szepnął Diabeł, który obcinał liście jakiejśc dziwacznej rośliny.
-O czym ty do mnie mówisz?- Udał zainteresowanie ziemią w doniczce.
-Już tak się nie zgrywaj, kochasiu.- Szturchnął go w ramie.
-Zachowujesz się jak pięciolatek, Blaise- powiedział Mats, przesypując kwiata tropikalnego.
-A to ci nowość- bąknął.- Ale wiesz co ci powiem? Masz chyba jakiś ideał w głowie, bo ta Gryfoneczka jest łudząco podobna do naszej kochanej Blondi.- Uśmiechnął się paskudnie.
Bell zacisnął mocno zęby. Przyjaciel zawsze musiał robić sobie z niego żarty, kiedy tylko znajdywał sobie jakaś dziewczynę, albo próbował ją znaleźć. Nie wspominając już o relacjach z Victorią.
-A jak tam Ginny? Nie zorientowała się jeszcze, że robisz ją w balona przez cały ten czas?- Odgryzł się, patrząc Zabiniemu wyzywająco w oczy.
-Jakiego balona, o czym ty do mnie mówisz?- Powtórzył po przyjacielu, ale jego oczy trochę przygasły.
-Myślisz, że przez te dwa miesiące niczego sie nie domyśli?- Dzisiaj mijało równo dwa miesiące do ukończenia zakładu.
-Ja to wiem, stary, ja to wiem.- Mimo wszystko mina mu trochę zrzedła.
-Ty to wiesz, tak? A wiesz, że ona i Hermiona nie są głupie?- Spojrzał na niego spod uniesionych brwi.
-Nie są?- parsknął i wyrwał kolejne liście gwałtownym ruchem.- Bo wydaje mi się, że jak do tej pory w ogóle niczego nie podejrzewają.
-Masz rację.- Kiwnął Bell.
-Widzisz?- Uśmiechnął się do siebie.
-Wydaje ci się.- Dokończył, odkładając doniczkę na bok.
Diabeł posłał mu piorunujące spojrzenie. Ruda na pewno niczego nie podejrzewa, w końcu sami prowadzą małe śledztwo, na którym muszą się porządnie skupić.
Mats już nic nie odpowiedział. On wiedział swoje, Blaise wiedział swoje. Jak zawsze z resztą...
***
-Malfoy- syknęła Hermiona, kiedy ten popchnął ją chyba przypadkiem, gdy szli korytarzem.
-Co ty tam mamroczesz, złotko?- Uniósł jedną brew do góry.
-Ugh! Ja już chcę wrócić do swojego normalnego wyglądu- jęknęła do siebie, idąc równo z "szatynem".
-A mnie się wydaje, że mówiłaś, że podobają ci się te włosy.- Pokazał swoje białe zęby w szerokim uśmiechu. Tamtego dnia nie zapomni do końca życia.
Policzki Hermiony lekko się zarumieniły. Przeklęty rum porzeczkowy.
-To nie zmienia faktu, że już mi się znudził ten tleniony- westchnęła, czekając aż schody w końcu ruszą zgodnie z ich wolą.
-Jasne- prychnął pod nosem.- Jeśli już tak sobie gadamy, to lepiej wyglądasz w tych włosach. No wiesz... tak mniej kujonowato- powiedział, niby od niechcenia. Tutaj akurat mówił prawdę. Granger o wiele lepiej wyglądała w tym blondzie, chociaż w brązowych lokach też jej było do twarzy...
Herm zmarszyła brwi. Malfoy właśnie powiedział jej komplement. To dziwne...
-Eee... dzięki, Draco- odpowiedziała, bo rodzice dobrze ją wychowali.
-Nie ma sprawy.- Wzruszył ramionami, schodząc w końcu na posadzkę. Podał jej grzecznie rękę.
Gryfonka przewróciła oczami, ale skorzystała z tego gestu. W końcu niczego nie ma bez poświęceń.
-Co teraz mamy? Proszę, nie mów mi tylko, że Transmutacje.- Zamknęła oczy. Ostatnio znienawidziła ten przedmiot.
-Nie, Eliksiry.- Skrzywił się. Krępowało go trochę to, że jego wujek wie o tym całym zakładzie, gdyż na lekcjach a nawet na korytarzach, gdy tylko był gdzieś z Granger czuł na sobie potępiający a nawet zawiedziony wzrok starszego Malfoya. To go trochę przytłaczało.
-Ooo.- Ten przedmiot akurat bardzo polubiła. Wciąż jednak nie mogła uwierzyć, że Malfoy i... Malfoy to rodzina.- Mam nadzieję, że teraz nie popsujesz żadnego eliksiru- powiedziała, uśmiechając się perfidnie.
-Ja?- spytał zdziwiony. Typowe.
-A kto, ja?- Zdziwiła się.
-Nie, skądże znowu- odpowiedział ironicznie, a ona parksnęła cicho.
Oboje schodzili do chłodnych lochów, które były w tym momencie zbawieniem dla każdego ucznia. Pogoda ostatnio była dziwaczna. W sumie to co NIE było dziwaczne tutaj?
-Ale zdajesz sobię sprawę z tego, że za godzinę mamy Transmutację?- zapytał bardzo poważnie, zatrzymując się pod klasą.
-Nie chcesz może urwać się z jednej lekcji?- spytała z nadzieją w głosie, jadnak chwilę później zastanowiła się, jak brzmiało to pytanie.
-Coś ty, Transmutacja teraz jest rewelacyjna!- Uwielbiał ją denerwować.
-Taa, ekstra- burknęła. Była zła cały czas na lekcjach, że Malfoy'owi cały czas, bez jakiegokolwiek problemu wychodzi to zaklęcie, a jej wcale. Najgorsze było to, że nie wiedziała co jest tego powodem. To chyba ją najbardziej flustrowało.
-W końcu się nauczysz.- Położył jej dłoń na ramieniu w geście wsparcia, a potem wybuchnął śmiechem.
-He he, rzeczywiście, bardzo, ale to baaardzo, zabawne- uśmiechnęła się jadowicie.
Nim zdążył jej coś odpowiedzieć, otworzyły się drzwi do klasy.
-Zapraszam- powiedział wesoło profesor Crake.
Cała klasa posłusznie wykonała jego polecenie. No... prawie.
Nauczyciel sprawdzał listę uczniów i dwójka z nich mu nie odpowiedziała. A mianowicie:
-Astoria Greengrass?- spytał po raz kolejny, po czym zaznaczył, że jej nie było.
Po krótkim czasie:
-Ben McPersow?- To samo.
Wstał powoli ze skórzanego fotela i zaczął krążyć po klasie, jak to miał w swoim zwyczaju.
-Dzisiaj dam wam luzy, więc poproszę was o przygotowanie Eliksiru Wigenowego. Pod koniec lekcji mam je mieć w próbówkach na biurku podpisane.
Miona uśmiechnęła się do siebie. Łatwizna. Odpręży się przed koszmarem, który czeka ją za godzinę.
*
-Czas minął!- zarządził i przyglądał się Ślizgonom oraz Gryfonom niąsącym z cierpiętniczymi minami swoje próbówki. Okazało się, że profesor utrudnił zajęcie, ponieważ sami musieli zastąpić niektóre składniki innymi, ponieważ nie wszystkie mieli dostępne. Ten rok to istna katastrofa.
Nagle rozległ się głośny dzwonek.
-Jesteście wolni. Miłego dnia wam życzę- powiedział, a jego wzrok spoczął na grupce czworga uczniów.
-Wzajemnie- mruknęli wszyscy i z ociąganiem opuszczali to najchłodniejsze miejsce w zamku.
***
Siedziała w swojej ławce jak na szpilkach. Profesor McGonagall ostatnio napawała ją dziwnym lękiem. Sama nie wiedziała dlaczego.
-Hermiona?- Powtórzył Smok, zniecierpliwiony.
-Mm?- spytała, wyrwana z rozmyślań.
-Postaraj się z tym zaklęciem. Muszę uporać się przynajmniej z jedną rzeczą.
-Myślisz, że to takie łatwe?- spytała zdumiona.
Spojrzał na nią błyszczącymi z radości oczami.
-Ja to wiem, kochana- zaśmiał się a ona warknęła na niego.
-Jak ty to robisz, że to zaklęcie ci wychodzi?- Podprała brode ręką.
-Normalnie.- Wzruszył ramionami.- Wiesz na czym polega to zaklęcie, prawda?
Kiwnęła głową. W sumie to tak nie do końca, bo nie miała czasu bliżej się temu przyjrzeć.
Malfoy spojrzał na nią uważniej.
-Ściemniasz, Granger.
-Nie prawda!- zaprotestowała, ale prawy kącik ust uniósł jej się lekko do góry, jak zawsze gdy kłamała.
Chłopak na ten widok zaśmiał się cicho.
-Tak łatwo wyczuć, kiedy kłamiesz? O, prosze, jaka przydatna informacja!- Śmiał się pod nosem, a dziewczyna gromiła go wzrokiem.
-Stój dziób, Malfoy- syknęła i udawała, że zagłebia się w książce.
-A więc nie wiesz, na czym polega to zaklęcie?- Uśmiechnął się z satysfakcją.
-Nie zaczyna się zdania od a więc- mruknęła triumfalnie.
-Panna-Wiem-To-Wszystko-Granger- odpowiedział również triumfalnie, a ona się skrzywiła.
-Kontynuuj- burknęła, odwracając się w jego stronę.
-Aby przemienić daną osobę w jakieś zwierze, musisz najpierw dobrze znać tą osobę. Zwierze, w które chcesz je przetransmutować będzie odzwierciedleniem jej charakteru, czasami wyglądu, ale to bardziej jako wykończenie. Jeśli nie znasz tej drugiej osoby zbyt dobrze, to będzie ci wychodziło coś takiego, jak do tej pory, wielkie nic.
Spojrzała na niego trochę nierozumiejąc.
-Ale przecież ja ciebie znam tak samo dobrze, jak ty mnie, więc jakim cudem tobie się to udaje, a mi nie?- Zacisnęła usta, zastanawiając się w ogóle nad sensem tego zaklęcia.
-No widzisz, i tutaj jest dość ciekawie. Ciebie strasznie łatwo rozgryźć, jeśli spędzi się z tobą trochę czasu. Odpowiadasz wielu zwierzętą, ale chyba mam przypuszczenie w co się transmutujesz. A tobie to nie wychodzi, bo oboje wiemy, że przez te lata i ten okres czasu byłem zupełnie inny.
-Maski- mruknęła do siebie. Ona nawet jak nie chce, to ma ustawione poprzeczki wyżej.
-Dokładnie. Tak więc, tu akurat twój niski poziom intelektualny nie jest niczemu winien.- Starał się ją pocieszyć, za co znowu został spiorunowany wzrokiem.
-A skąd ja mogę wiedzieć, jaki ty naprawdę jesteś?- Tym razem naprawdę spytała całkowicie zdziwiona. To dopiero wyzwanie...
-Wszystko ma jakieś rozwiązanie, pamiętaj.- Puścił do niej oko.
W tym samym czasie do klasy weszła dyrektorka. Jej wzrok od razu spoczął na Herm.
-Pani Hermiona Granger niech wyjdzie na środek sali- zarządała lodowatym głosem.
Dziewczyna z wysoko uniesioną głową wykonała polecenie opiekunki, po drodze posyłając uspokajające spojrzenie Harry'emu, a sama śmiała się w duchu. Czyżby jej mały, wczorajszy żarcik nie przypadł jej do gustu?
-Czy wie pani, o co może mi chodzić?
-Nikt tego nie wie- mruknęła do siebie, jednak wzsyscy ją usłyszeli, co wywołało ciche parsknięcia, które nie spodobały się nauczycielce.
-Chodzi mi o wczorajszą lekcję Zaklęć, panno Granger. Czy chciałaby pani coś powiedzieć na ten temat?- zapytała twardo.
Gryfonka przez chwilę walczyła z samą sobą. Ostatnio w ogólne nie poznawała McGonagall.
-Była bardzo udana, proszę pani- odpowiedziała grzecznie, jak za dwanych czasów.
Malfoy uśmiechnął się do siebie. Jak ta Gryfonka czegoś się uprze, to nie ma mocnych, aby ją od tego odwieść.
-Tak? A wiesz, co jeszcze będzie udane?- Uniosła lekko kąciki ust do góry, a jej oczy błysnęły.
-Następna lekcja?- Wzruszyła ramionami.
Minerwa spojrzała na nią ostro, po czym rozejrzała się po klasie.
-Panno Weasley, Panie Zabini, czy mogą państwo również wystąpić?- spytała milszym głosem.
Zdezorientowani Ginny i Blaise wykonali polecenie, zaciekawieni rozglądając się po klasie. Nie mieli dobrych przeczuć. Hermiona też nie.
Nauczycielka podszeła do biurka, wyjęła coś z szyflady, a następnie znalazła się przy dwójce uczniów.
-Gratuluję wam, zostaliście wybrani przeze mnie i przez pana Crake'a na nowych Prefektów Naczelnych.- Podała im koperty z listem i odznaką, a następnie każdemu uściskała rękę, by na końcu usiąść i zza katedry obserwować całą sytuację.
Hermiona nie mogła w to uwierzyć. Nie sądziła, że McGonagall jest taka podła. Jak mogła wybrać akurat na Prefektów Naczelnych dwójkę ich najlepszych przyjaciół. Spojrzała dyskretnie na Ginny. Była mocno zdziwiona, jednak było widać, że jest zadowolona z tego, co usłyszała. Blaise również.
Zacisnęła mocno usta. Co ją to z resztą obchodzi. Przynajmniej ma mniej obowiązków, nie musi siedzieć na tych nudnych zebraniach, ani martwić się o każdego ucznia z osobna.
-Możecie już wrócić do lekcji- powiedziała pogodnie dyrektorka.
Miona z martwą miną ruszyła w stronę Malfoy'a, który wyglądał podobnie.
-Och, panno Granger, jeszcze jedno. Dziewiętnastego września stawi się pani u mnie na szlabanie. Punktualnie o godzinie piętnastej, po samych lekcjach. Może już pani usiaść.- Uśmiechnęła się i wróciła do swoich obowiązków.
Tego tym razem było za wiele. Hermiona zrobiła się cała czerwona ze złości. Jak ta jędza może dać jej szlaban i to zaraz po zajęciach w jej urodziny? I to dziewiętnaste. Widziała współczucie i zmieszanie w oczach przyjaciół, dlatego też niewiele myśląc wzięła torbę na ramię oraz różdżkę w rękę, machnęła nią szybko, sprawiając, że cała zawartość katedry spadła z donośnym hukiem na podłoge, tak, że osoby siedzące w pierwszych ławkach podskoczyły, po czym wyszła, głośno trzaskając drzwiami. Nigdy by się nie spodziewała takiej podłości ze strony swojej belferki. Mogłaby się założyć, że ze złości włosy ma naelektryzowane we wszystkie strony świata, a z jej oczu sypią się iskry, a ktoś kto by ją dotknął, od razu by się spalił. Tak wściekła dawno nie była. Żwawym krokiem ruszyła do swojego dormitorium. Zaraz po przekroczeniu progu rzuciła trobę z głośnym łoskotem na dywam, po czym uklękła przy swoim kufrze. Szperała w nim kilka godzin, aż w końcu znalazła to, czego szukała. Uśmiechnęła się do siebie szeroko. Ta jędza przekona się, że z nią nie warto zaczynać.
***
-Co jej się stało?- szepnęła zdziwiona Pansy do Harry'ego, który miał wymalowany grymas na twarzy.
-Wkurzyła się.
Dziewczyna przewróciła oczami.
-Ale czemu?
-Bo ma urodziny dziewiętnastego września- odparł. Nie spodziewał się czegoś takiego po ICH McGonagall...
Parkinson otworzyła szerzej oczy. No to teraz dopiero się zacznie.
-Coś takiego. Chyba McJędza ma jakiś uraz do niebieskich ludzików, skoro tak ostro zareagowała na ten jej kawał- zachichotała, a Harry uśmiechnął się lekko.
-Albo jakikolwiek uraz- powiedział do siebie, chwaląc w myślach Pansy, że jest taka genialna.
-Co mówisz?- spytała.
-Nic, nic. Ciekawe co wykombinuje teraz Hermiona- zastanawiał się na głos.
-Myślisz, że ma coś w odwecie?- Uniosła lekko brwi. Nie znała tych wszystkich Gryfonów najwyraźniej za dobrze.
-Hermiona? Na pewno. Tylko niech uważa, bo jeszcze na bal nie pójdzie- zażartował.
Pansy uśmiechnęła się blado. Miała zamiar pójść na niego ze swoim najlepszym przyjacielem, jednak słyszała, jak dzisiaj zapraszał tą całą Jade, więc Mats odpada. Draco i Blaise też. Będzie musiała się rozejrzeć za kimś przyzwoitym. Albo dać temu komuś znak, że jest zainteresowana jego towarzystwem...
-Czemu nikt nie ćwiczy zaklęcia?- spytała nauczycielka, a każdy jak poparzony natychmiast wstał ze swojego miejsca i zajął się tym, czym powinien.
***
Nadeszła pora lunchu. Do tej pory nikt nie widział Hermiony Granger, a wiadomość o całym zajściu obeszła już każdą osobę w tym zamku.
Mats czekał na Jade przy głównych schodach. Cieszył się, że razem idą na ten bal, jednak teraz o tym nie mógł myśleć. Zastanawiało go, co też wymyśli Draco na te urodziny Herm, aby nabić sobie kilkanaście punktów. Wcale mu się nie podobało to, że nadarzają mu się co chwila jakieś nowe okazje do wygrania tego zakładu. Mógłby powiedzieć jej prawdę, jednak nie chce przez dziewczyne tracić swoich dwóch najlepszych przyjaciół, któych zna od zawsze. Tak więc, pozostaje mu tylko czekać i obserwować. Ewentualnie trochę dopomóc szczęściu w nieszczęściu...
-Hej!- Machała do niego radosna Jade, która posyłała mu szeroki uśmiech.
Na ten widok nie dało się nie uśmiechnąć.
-Hej- odpowiedział jej, kiedy się zrównali.- Tak sobie pomyślałem, czy nie miałabyś może ochoty przejść się dzisiaj, skoro pogoda nam dopisuje?- spytał, kiedy byli już prawie przy drzwiach.
-Och.- Wyraźnie posmutniała.- Przykro mi, Mats, ale nie dam rady. Muszę dzisiaj zostać w dormitorium, bo po lekcji Obrony Przed Czarną Magią jestem taka obolała przez te zaklęcia, że Pomfery kazała mi zostać w zamku przez to omdlenie- odpowiedziała na jednym wdechu.
Bell pokiwał głową.
-Rozumiem.- Uśmiechnął się lekko.- Lepiej już?
-Tak, dzięki- odpowiedziała szybko i weszła do środka, gdy przytrzymał jej drzwi.- Gdzie siadamy?
-Myślę, że przy stole Slytherinu będzie bezpieczniej dzisiaj- odpowiedział z myślą o Mionie, prowadząc Jade na swoje miejsce.
-Oczywiście- parsknęła, bo wiedziała o czym mówi.
Jedli w miłej atmosferze. Rozmawiali, wygłupiali się, naprawdę dobrze się dogadywali. Kilka miejsc dalej siedział Blaise z przypiętą odznaką, dumnie wypinając pierś  i opowiadał, jakim to trzeba być super uczniem, aby zostać Prefektem Naczelnym, a na samym końcu siedział Smok, który z morderczym wzrokiem wbijał widelec w zapiekanke. Całkiem miły stół.
Natomiast stół Gryffindoru był jeszcze cały. To oznaczało, że Hermiona jeszcze nie przyszła...
I w tym samym momencie otworzyły się dwrzi, a do środka weszła... jakaś dziewczyna. Niby wyglądała jak Hermiona, ale tylko trochę ją przypomniała. Włosy pokręciła tak mocno, że blond sprężyny spływały kaskadami na jej chude ramiona, usta pomalowane czerwoną szminką wygięły się w triumfalnym uśmiechu, natomiast oczy ładnie podkreśliła cieniami, dzięki czemu teraz wydawały się jeszcze większe i ciemniejsze. Największym szokiem dla wszystkich był fakt, że nie założyła mundurka szkolnego, tylko zwykłe ubrania. Konkretniej- błękitną bluzkę na ramiążka z okrągłym dekoltem, która idealnie pasowała do jej malfoy'owej urody, oraz krótką, czarną spódniczkę, która powodowała wrażenie nigdy niekończących się nóg, które na dodatek były ładnie wyeksponowane przez czarne sandałki. Czując na sobie spojrzenia wszystkich, łącznie z nauczycielką Transmutacji, z wysoko uniesioną głową, dumnym krokiem ruszyła w stronę Malfoya, któremu szczęka opadła na jej widok. Co tu dużo mówić, wyglądała zjawiskowo.
-Mogę?- spytała, kiedy podeszła do niego.
On tylko kiwnął głową i zrobił jej miejsce obok siebie, z daleka od innych Ślizgonów.
Chciała parsknąć śmiechem, ale ostatecznie się powstrzymała. Czy to takie dziwne, że Hermiona Granger ładnie wygląda?
-Podasz mi, Draco, dżem malinowy?- spytała, wyrywając go ze swoich myśli.
-Co? A, jasne.
-Dzięki- powiedziała, biorąc słoik, specjalnie stykając ich palce ze sobą. Ona już wiedziała, jak zakończy ten dzień. Skoro i tak miała mieć szlaban w urodziny, to co jej szkodzi?
Draco nie zabrał ręki, jemu właśnie to na rękę, że tak się zachowuje.
Hermiona w końcu uległa i zaczęła smarować sobie tosta. Czuła, że wszyscy wciąż jej się przyglądaja. Miała w tym momencie wręcz doskonały humor. Wiedziała, że McGonagall zaraz pęknie.
Jedli wszyscy w ciszy, bo dziwnie się czuli w tej sytuacji. Nawet Zabini zaprzestał swojemu samouwielbieniu na chwilę. Kiedy po raz kolejny głośno spytała, czy Draco nie poda jej tym razem soku z dyniu, profesorka uderzyła głośno widelcem o talerz. Aż się kilku nauczycieli wzdrygnęło.
-Panno, Granger! Co to za strój? I...- Zrobiła kilka dziwnych ruchów w powietrzu.- Co to ogólnie jest?- spytała sucho, choć wiedziała, że zaraz wybuchnie.
-E, ubrania, pani profesor- odpowiedziała uprzejmie, wstając, aby dodać wiarygodności swoim słowom, na co kilku uczniów zaśmiało sie cicho.
-To widzę, ale gdzie się podział pani mundurek?- Tym razem było słychać wielkie poirytowanie w jej głosie.
-W dormitorium.- Wzruszyła ramionami, siadając na swoim miejscu.
-Wstań!- zagrzmiała, że sama Herm lekko się wzdrygnęła, ale nie wykonała polecenia.- Panno Granger, proszę wstać!
-Nie dziekuję, wolę posiedzieć.- Pokręciła głową.
-Och, ale pani humor dopisuje. Gryffindor traci piętnaście punktów za panią.
Od strony Domu Lwa dało się słyszeć jęki niezadowolenia. Wciąż bolał wszystkich Gryfonów fakt, że Minerwa McGonagall dla swojego domu zawsze była bezwzględna.
-Nadrobimy podczas meczu- mruknęła siebie, chcąc uspokoić sumienie.
-Wstanie pani, czy mam odjąc jeszcze raz tyle?- spytała poważnie.
Miona wierciła się przez chwilę na swoim miejscu, lecz ostatecznie wstała posłusznie.
-Dobrze.- Uśmiechnęła się do siebie.- A teraz, pójdzie się pani doprowadzić do stanu dziennego- powiedziała głośno i wyraźnie, jak do małego dziecka.
-A co z nim nie tak?- ponownie spytała, podnosząc dyrektorce ciśnienie.
-Nie ma takiego stroju w kryteriach szkolnych, panno Granger- warknęła.
-Jak to nie?- spytała i machnęła ródżką, a następnie na środku Wielkiej Sali pojawił się regulamin, który faktycznie zawierał nowy paragraf.
W McGonagall coś pękło.
-Co ty zrobiłaś z tym regulaminem? On był od samego początku założenia Hogwartu niezmienny! Ustalili go nasi założyciele! A ty sobie tak po prostu machasz różdżką, aby dodać jakiś durny paragraf, który zaprzecza kilku innym!- Kipiała ze wściekłości.
-A zabrania też to?- spytała niewinnie, siadając obok Dracona i kładąc mu jedną rękę na szyi drugą na policzku, pocałowała go namiętnie.
~**~
Napisalam ten rozdzial w 4 godziny, nie bijcie jak beda jakies bledy. Dobry ranek wszystkim! Tak więc oto przychodzę, tak jak obiecałam z nowym rozdziałem, nie jestem z niego w pełni zadowolona, bo oczywiście kilka dni mi wypadło i miałam mniej czasu, tym bardziej, że musiałam się pakować znowu, no ale jest:D Wiem, ze takie opóźnienie, ale naprawde teraz mam tyle weny i zapalu zeby pisać, co na poczatku bloga! Tyle, że teraz lepiej hhahahaha xd Cóż, mam nadzieję, że ktoś został tutaj i jest choć trochę zadowolony z nowego rozdziału i z pocalunku DRAMIONE! oczywiście opisze go w 40. rozdziale:3 Dziękuję za te wszystkie komenatrze, za to ze czekaliscie i za tyle wyswietlen!
Odpowiadając na pytanie jednej z czytelniczek, nie mam pojecia czy zrobie pdf, musze sie zastanowic:)
I jeszczejakies pytanie, nie wiem ile bedzie rozdzialow, ale duzo xd jednak mam zamiar akcje w pewnym momencie przyspieszyc:)
I TERAZ TAK! WSZYTKIEGO NAJLEPZSEGO KOCHANA MARAVILLOSA SABIO! WIADOMOSC O TWOICH URODZINACH NAPRAWDE NA MNIE PODZIALALA! DUZO SZCZESCIA, USMIECHU, JAK NAJMNIEJ SMUTNYCH CHWIL, PRAWDZIWYCH PRZYJACIOL, CUDOWNEJ DRUGIEJ POLOWKI, WSPARCIA W RODZINIE, KIEDY BEDZIE CI POTRZEBNE, SPELNIENIA MARZEN, BO POSIADANIE MARZENIA TO SENS LUDZKIEGO ZYCIA, I CZEGO SOBIE JESZCZE ZAPRAGNIESZ! STO LAT!

niedziela, 4 maja 2014

38. Mowa jest srebrem, a milczenie jest złotem. Ale nie wszystko złoto, co się świeci

  Z poślizgiem zapraszam do czytania :)
~**~
Ciężkie krople deszczu uderzające miarowo o szyby okien pobudziły zdecydowanie większość uczniów.
Pansy zawaliła kolejną noc. Nie mogła przeboleć tych włosów. Zastanawiała się, kto mógł być na tyle głupi, aby zrobić coś takiego. Wczorajszy dzień spędziła wyłącznie z Dafne. W sumie to nawet nie miałaby z kim innym go spędzić- Mats był zajęty Jade, Draco Granger, a Blaise Ginny.
Wstała najwcześniej, więc już uszykowana zeszła na śniadanie. Po drodze została obdarowana zaciekawionymi spojrzeniami, na które nie zwracała uwagi. Lecz na spojrzeniach się skończyło. Dzięki przyjaźni z chłopakami stała się nietykalna. Każdy wiedział, że później będzie miał do czynienia ze Smokiem, Diabłem, albo Matsem.
Kiedy była już przed drzwiami, ktoś uniemożliwił jej wejście do Wielkiej Sali.
Spojrzała zniecierpliwiona na pewnego bruneta z Gryffindoru.
-Nawet śniadania nie mogę zjeść spokojnie?- westchnęła.
-Ktoś tu nie ma humoru- mruknął pod nosem i omiótł dziewczynę badawczym spojrzeniem.- Co ci się stało?- spytał zaciekawiony.
Ślizgonka zamyśliła się na chwilę. Wcześniej bardzo lubiła rozmowy z nim... Może powinna chociaż dać mu to jakoś wytłumaczyć?
-Komuś nie za bardzo wyszedł kawał.- Uśmiechnęła się krzywo, odgarniając krótkie pasemka za ucho.
-Ktoś obciął ci włosy dla żartu?- spytał z niedowierzaniem.
-Mniej więcej.- Wzruszyła ramionami. Nie przejmowała się tym już tak bardzo. Teraz była najzwyczajniej w świecie wściekła.
-Nie przejęłaś się, brawo.- Posłał jej szeroki uśmiech. Dziwiło go to, że rozmawiają spokojnie, ale jemu to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, bardzo się cieszył.
-Mam ważniejsze sprawy na głowie.- Zrobiła mały krok do przodu, aby zrobić miejsce jakiejś parze wchodzącej do Wielkiej Sali.
-Ładnemu we wszystkim ładnie, więc masz rację, nie ma co się przejmować- powiedział wesoło, uśmiechając się szeroko i poszedł otworzyć jej drzwi.- Panie mają pierwszeństwo- zagadnął, a Ślizgonka posłała mu ciepły uśmiech. Póki co nie ma zamiaru się w nic angażować. Po prostu nie chce być z nim na wojennej ścieżce.
Usiadła przy swoim stole. Prawie nikogo tu nie było. Leniwym ruchem nałożyła sobie na talerz naleśniki. Jadła powoli, ponieważ czekała na trójkę swoich przyjaciół. Musi z nimi dzisiaj porozmawiać. W sumie, to tylko z dwójką, bo Mats ma czyste konto.
Kiedy kończyła pierwszego potężne drzwi się otworzyły, a do środka wszedł wcześniej wspomniany. Oczywiście z towarzystwem.
Pansy spojrzała podejrzliwie na Jade. Była słodką blondynką z Gryffindoru, o tym uroczym uśmiechu i pięknym spojrzeniu. Jej figura również była nienaganna. Ale jej jednak coś w niej nie pasowało. Czarna miała wrażenie, że to wszystko jest jakąś grą. Tylko nie wiedziała jaki miała cel.
-Hej, Pans- zawołał szatyn, gdy już się pożegnał z koleżanką. Usiadł obok przyjaciółki i zrobił to samo, co Gryfon.
-Co ci się stało?- Przyjrzał jej się uważanie. Nie zauważył u niej żadnych śladów po bójce.
Dziewczyna przewróciła oczami.
-Czy ja po prostu nie mogłam zmienić fryzury?- westchnęła, lecz jej kąciki ust powędrowały do góry. Cieszyła się, że ktoś o nią się martwi.
-Oczywiście, że mogłaś.- Wystawił ręce przed siebie w geście obronnym, po czym zabrał się za jedzenie śniadania.
Czarownica czuła na sobie czyjś wzrok. Ukradkiem rozejrzała się po sali. Jednak nikt się jej nie przyglądał. Zatem zaczęła pić spokojnie białą kawę.
-Jak minął weekend?- spytała, kiedy między nimi zapanowała chwila ciszy.
-Miło- odpowiedział po minucie
namysłu.
-Z Jade?- Nie mogła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania.
-Tak- odpowiedział lekko zdziwiony.
Pans westchnęła cicho. Nie lubiła jej, choć jej nie znała. Nie licząc plotek, których w Hogwarcie krąży niezliczona ilość.
-Powinieneś na nią uważać, Mats. Nie podoba mi się ona...
-A co z Potterem?- parsknął cicho. Nie rozumiał czemu jego przyjaciółka tak nie lubi tej Gryfonki.
-Wiesz o co mi chodzi.- Przewróciła oczami.
-Dzięki za troskę, ale naprawdę nie masz powodów, aby  mieć tyle obaw w stosunku do Jade.- Uśmiechnął się do niej. Kochał Pansy, jak własną siostrę, dlatego wiedział, że potrafi być czasami nadopiekuńcza niepotrzebnie. Ale nie dziwił jej się...
-Skoro tak twierdzisz- mruknęła i upiła łyk kawy.
Drzwi ponownie się otworzyły, ale tym razem do środka weszli Draco oraz Blaise wraz ze swoimi ulubionymi Gryfonkami. Na szczęście Ślizgonki do stołu Slytherinu przyszli bez towarzystwa.
-Cześć, Mats- powiedział Draco, siadając obok przyjaciela.
-Cześć, Stary- przywitał się Blaise, a potem zajął miejsce obok "szatyna".
Cóż, najwyraźniej zawarli pakt nieodzywania się do niej. Znała ich tyle lat i wiedziała, że oni nigdy nie wyciągają ręki jako pierwsi.
Zielonooki wyczuł napięta atmosferę, więc pożegnał się z całą trójką i powoli wyszedł na korytarz.
Między nimi zapanowało wyraźne napięcie. Ona też nie lubiła wyciągać ręki, jako pierwsza, ale zazwyczaj musiało tak być.
-Jak tam działanie eliksiru?- Spróbowała ich zagadać.
Oni tylko spojrzeli na siebie, uśmiechając się porozumiewawczo. Doskonale wiedziała, co to oznacza.
-Możemy pogadać?- spytała i obróciła się w ich stronę.
Draco i Blaise zrobili to samo.
-To gadajmy- powiedział Diabeł.
-Jesteś pewny, że mamy tutaj porozmawiać?- Uniosła prowokacyjnie brwi.
-Po lekcjach w Pokoju Wspólnym tam, gdzie zawsze- zarządził Smok.
Pansy uśmiechnęła się do siebie. Mieli się spotkać na "Ich Kanapie". Oni są tacy prości w obsłudze.
Sięgnęła po swoją torbę, wstała i z o wiele lepszym humorem ruszyła na Transmutacje.
***
Draco wraz z Potterem wchodził po krętych schodach. Cieszył się, że Pans w końcu poszła po rozum do głowy i zrozumiała, że to głupie  dąsanie się na siebie nie ma sensu.
-I co, jak obserwowanie Jade?- spytał Ślizgon.
-W Hogsmeade była z Bellem, więc nie mogłem za bardzo za nią chodzić.- Skrzywił się lekko.- Ale wczoraj nie było jej cały dzień.
-Była z Matsem- odparł bez entuzjazmu.
-To w takim razie nie zrobiła nic podejrzanego.- Westchnął.
-Ona cała jest podejrzana- mruknął do siebie. Nie podobało mu się to, że do złudzenia przypominała Victorie.- Podpytaj o nią Rudą, albo Granger. One ją znają.- Co prawdy, chyba za nią nie przepadają, ale lepsza taka pomoc niż żadna.
-Okey.- Pokiwał głową.
Przeciskali się przez tłum uczniów. Najwyraźniej było małe zamieszanie. Spojrzeli na siebie.
-Ruda i Astoria?- zgadywał Smok, próbując dostać się na sam początek.
-Albo McPersow i Bell- dodał Harry, idąc śladami kuzyna.
Po chwili stali na samym przodzie. Byli pewni, że ich szczęki opadły z głuchym łoskotem na podłogę. Na środku korytarza stała wściekła McGonagall, która kłóciła się z równie wściekłą Hermioną. W pobliżu nich stała Ginny z poczuciem winy wymalowanym na twarzy, a obok niej stał Blaise z kamienną miną.
-Nowość jakaś- powiedział Draco.
-Ile razy mam powtarzać, że to nie ja?!- krzyczała Gryfonka. Ten charakter Malfoy'a dodawał jej odwagi.
-A kto w takim razie?- Nauczycielka odpłaciła się tym samym.
-N i e  w i e m!- krzyknęła bezradnie.
-Nie kłam!
-Nie kłamię!
-O co chodzi?- spytał Mats, który do nich podszedł.
-Albo Granger wprowadza w życie plan Umbridge, albo po prostu jest o coś niesłusznie osądzana- powiedział "szatyn" i przechylił głowę w bok.
-Jaki plan?- zapytał Gryfon.
-Dużo by wyjaśniać.- Machnął ręką. Ciekawe o czym McGonagall mówi...
Po drugiej stronie dostrzegli Pansy i Dafne, które posyłały im pytające spojrzenia.
-To kto w takim razie zabrał  p a n i  kartę?- spytała ironicznie (!).
Hermiona wyglądała na zdziwioną. Kompletnie nie rozumiała o jaką kartę chodzi. Jakby nie mogła mówić jaśniej.
-Jaką kartę?- spytała ponownie.
-Och, ty już wiesz jaką!- Nie musi mówić wszystkim, o co chodzi...
Miona myślała, że zaraz wybuchnie. Ta rozmowa do niczego nie prowadziła. Pytać się, o jaką kartę chodzi, to jak rzucać grochem o ścianę. Spojrzała na Rudą w akcie desperacji, ale ta tylko trochę bledsza niż zwykle spojrzała na nią bezradnie.
-Profesor McGonagall, czy byłaby pani taka miła i wyjaśniła mi o jaką kartę, pani, chodzi?- Uśmiechnęła się słodko.
-Zniszczyłeś ją- szepnął Harry do Ślizgona, obserwując bacznie poczynania przyjaciółki.
-Jeszcze nie- odpowiedział sobie w myślach z lekkim uśmiechem.
-Nie widzę takiej potrzeby- odpowiedziała powoli.
Gryfonka westchnęła z irytacją.
-To skąd pani ma pewność, że to ja coś zrobiłam?- Uniosła wysoko brwi.
-A kto inny potrzebowałby pani karty z gabinetu pielęgniarki?- spytała w końcu wyjaśniając o co chodzi.
"Blondynka" spojrzała na nią, jak na wariatkę. Po co komuś by to było? Rozejrzała się ukradkiem po tłumie, który zgromadził się, aby obserwować całe to widowisko. Ginny wyglądała na przejętą, Zabini na zdziwionego, Malfoy, Harry i Mats również. Parkinson i obie Greengress na nierozumiejące sytuacji. Kiedy spojrzała na nauczycielkę, za nią rozległ się dźwięk, jakby coś uderzyło o posadzkę. Wszyscy spojrzeli w tamtym kierunku, ale to tylko jakaś Gryfonka schylała się po różdżkę.
-Dlaczego miałabym to zabrać? Przecież dobrze wiem, kiedy chorowałam- powiedziała zdziwiona.
Minerwa spojrzała na nią uważnie, jakby była nieco nieobecna.
-Ale o co teraz pani chodzi, panno Granger?- spytała nauczycielka.
Brązowooka była w tym momencie bardzo zdezorientowana. Jakaś amnezja czy co?
-A o co pani chodzi?- Zrobiła mały krok do tyłu.
Dyrektorka otworzyła na chwilę usta, jednak zaraz je zamknęła, jakby zrezygnowała z tego, co chciała powiedzieć.
-Wracajcie na lekcje- zarządziła, po czym ruszyła do swojej klasy.
Oniemiała Gryfonka stała chwilę w miejscu. Co tu się przed chwilą stało? I znowu nie dostała żadnego szlabanu, czy punktów ujemnych dla Gryffindoru. Coś zdecydowanie jest nie tak.
Korytarz powoli pustoszał. Została tylko nieliczna grupka uczniów.
-Chodź, Hermiono- powiedział Mats, który podszedł do dziewczyny. Dał Draconowi i Potterowi chwilę na rozmowę.
-Jasne- mruknęła cicho i ruszyła z kolegą do klasy. Oczywiście mieli teraz Transmutacje.
Smok czekał, aż ta dwójka zniknie im z widoku.
-Czyli zaczęli realizować ten swój plan?- spytał Draco bardziej siebie, niż bruneta.
-Na to wygląda- powiedział powoli.- Zabrali się teraz za Hermione? Wydawało mi się, że mają inną kolejność...- Ściągnął brwi, gdy myślał.
-Musimy ją jeszcze raz przeanalizować, bo zawsze będziemy kilka kroków za nimi.- Ślizgon pokręcił głową.
-Kiedy? Dzisiaj?
-Po lekcjach na Dziedzińcu Transmutacji- odpowiedział "szatyn" i ruszył do klasy.
*
Minerwa McGonagall siedziała za kadrą, jak na szpilkach. Wstała na chwiejnych nogach i podeszła do tablicy, aby zapisać plan dzisiejszej lekcji, choć wszyscy już go znali na pamięć. Przecież przez najbliższy miesiąc muszą opanować to zaklęcie zmieniające ich w zwierzęta.
-Bierzcie się do pracy- powiedziała i ponownie zasiadła na swoim miejscu.
Hermiona z nieodgadnionym wyrazem twarzy sięgnęła po podręcznik, aby jeszcze raz przeczytać instrukcję. Musiała robić coś nie tak, skoro nie potrafiła rzucić zaklęcia.
Natomiast Draco siedział jak gdyby nigdy nic- nogi wyciągnął wygodnie pod stołem oraz bawił się piórem.
-Powiedz mi, jak ty to robisz, że to durne zaklęcie ci się udaje- powiedziała w końcu, siadając obok niego.
-Robię to, co każe mi instrukcja.- Wzruszył ramionami, a na jego usta wkradł się wredny uśmieszek.
-Och, co ty nie powiesz. Robię to samo, tyle że mnie się nie udaje- zironizowała. Nie miała ochoty na te wszystkie docinki, które aż proszą się, aby je wypowiedzieć.
-To najwidoczniej robisz coś źle- odpowiedział wesoło.
Herm westchnęła poirytowana, po czym wróciła do swojej przymusowej lektury.
"Szatyn" przyglądał sie jej ukradkiem. Nieprawdopodobne, w tym momencie są dla siebie znośni, za pare tygodni ona się w nim zakocha, a później znowu znienawidzi. Zastanawiał się, jak będą wyglądały, na przykład, jego relacje z Potterem po rozwiązaniu zakładu. Pewnie nie będzie żadnych relacji. Musiał przyznać przed samym sobą, że odpowiada mu towarzystwo kuzyna... Cóż, w każdym razie jest już środek września, nie ma odwrotu, którego i tak by nie zrobił.
-Możemy zaczynać?- zapytała zrezygnowana, wyrywając Ślizgona z zamyślenia.
Smok spojrzał na nią uważnie, a później wstał, wziął różdżkę i stanął w odpowiedniej odległości.
-Gotowa?- zapytał z błyskiem w oku.
*
Zbliżała się pora obiadowa. Lekcje minęły jej zaskakująco szybko. Równie zaskakujące było to, że dobrze się na nich bawiła w obecności Malfoy'a.
Właśnie schodzili do Wielkiej Sali.
-Jestem strasznie ciekaw, co się z ciebie wylęgnie na Transmutacji- powiedział niby mimochodem, kiedy zatrzymali się na chwilę, aby przypuścić grupkę czwartorocznych Krukonów.
-Uważaj, żeby z ciebie nic się zaraz nie wylęgło- odburknęła. Znowu jej się nie udało. Nic, kompletnie  n i c.  Miała już dość tego zaklęcia.
-Pannie Perfekcyjnej coś nie wychodzi i już bulwersik?- Uniósł prowokacyjnie brwi do góry, gdy ponownie ruszyli na parter.
-Jaki bulwersik? Nie ma żadnego bulwersiku- prychnęła głośno.
-Jasne- parsknął głośno.
Szli kawałek w milczeniu, kiedy nagle Hermiona coś sobie przypomniała.
Spojrzała na niego kątem oka.
-Dziękuję- powiedziała, nieznacznie się do niego przysuwając. W końcu mają zachowywać się jak para.
-Za co?- spytał, nim odświeżył pamięć.
-No wiesz... Za wczoraj- odparła, a gdy weszli do Wielkiej Sali leniwym ruchem splotła ich palce.
-A, to...- powiedział przeciągle, stając naprzeciwko dziewczyny.- Do usług.- Ukłonił się lekko i ruszył w stronę stołu Slytherinu.
-A na dzisiaj jakie plany?- spytała, zanim nie oddalił się za daleko.
-Możesz odetchnąć z ulgą- rzucił przez ramię i usiadł obok Diabła.
Miona z uniesionymi kącikami ust poszła zająć miejsce  przy Harry.
-A Ginny nie ma?- zapytała, sięgając po półmisek z ziemniakami.
-Nie, chyba jest już w dormitorium- odpowiedział, gdy przełknął kawałek pieczeni.
-O- powiedziała zdziwiona. Czyżby Gin jej unikała?
-Ale jeśli to coś pilnego, to ja mogę spróbować ci pomóc.- Uśmiechnął się szeroko.
-Dzięki, Harry, ale chciałam pogadać z Rudą- zaakceptowała słowo "pogadać".
Potter uniósł brwi. Nie spodziewał się takiej szybkiej reakcji.
-Już znalazłaś czas?- spytał może trochę za bardzo zgryźliwie, bo Herm posłała mu lodowate spojrzenie.
-Tak, znalazłam- syknęła i zabrała się za jedzenie.
***
Wszyscy uczniowie Domu Lwa przybywali w Wielkiej Sali, więc nie musiała martwić się o to, że zostaną podsłuchani.
Skiedzieli na kanapie przed kominkiem.
-Ale jakim cudem zorientowała się, że brakuje jednej jedynej karty na pare, no nie wiem, milionów?- spytała po raz kolejny.
-Może na tej karcie najbardziej jej zależy, dlatego tak szybko się połapała- pomyślał głośno.
-Myślisz, że powinniśmy ją oddać?- spytała i wyciągnęła nogi wygodnie na nim.
-Nie, zorientowałyby się.- Uśmiechnął się do siebie.
-To co mamy zrobić?
-Nic.- Wzruszył ramionami. On był zdecydowanie jedną z tych osób, które liczyły na to, że sprawa sama się rozwiąże.
-Jak to nic? A jeśli będą przeszukiwać dormitoria? Wyrzucą nas!- fuknęła na niego, podciągając nogi bliżej siebie.
-Nie będą- odpowiedział, choć nie był tego pewien na sto procent.
-Taki cwany jesteś, bo gdyby tak było, to te akta są u mnie i byłoby na mnie- odpisala sucho.
Zabini uniósł brwi. Takie zdanie ma o nim? Cóż, nie jest najbardziej prawym Ślizgonem, ale też nie jest największą świnią w Hogwarcie.
-Możemy tą teczkę trzymać raz u mnie raz u ciebie, jeśli tak bardzo ci to przeszkadza- odpowiedział nieco chłodniej.
Ruda spojrzała na niego uważnie. Nie chciała, żeby to tak zabrzmiało, ale ona już sama nie wiedziała komu ma wierzyć.
Ze skruszoną miną usiadła mu na kolanach twarzą do niego.
-Przepraszam- mruknęła, splatając dłonie wokół jego szyi.- Jestem trochę przewrażliwiona przez te wszystkie dziwne rzeczy, które się dzieją- dodała, patrząc na niego.
Blaise w końcu się ugiął. Objął ją delikatnie w pasie oraz oparł swoje czoło o jej.
-Ale to wszystko zamykało się na tych dziwnych wydarzeniach w Bibliotece?- spytał, obserwując ją.
Ginny na chwilę znieruchomiała. Oczywiście, że nie. Jednak nie chce mu o tym mówić. Bo po co?
-Mhm.- Pokiwała głową.
Diabeł jeszcze chwilę się jej przyglądał, jednak chyba nie wyczuł kłamstwa.
-Wiesz co... Chyba należy mi się jakieś wynagrodzenie za to niesłuszne posądzenie- powiedział powoli.
Gin przywróciła oczami. Ślizgon zawsze zostanie Ślizgonem. Ale kiedy tak tu siedziała nie myślała o tych aktach, o Jean Zabini, ani o tych wiadomościach.
Zadarła głowę do góry i pocałowała go lekko w usta. Czuła, jak Zabini uśmiecha się triumfalnie. On oddał jej pocałunek.
Wiedziała, że jeśli chcą odwrócić działania tych skutków ubocznych, to muszą trzymać wobec siebie lekki dystans i bliżej się poznać (nie licząc tego typu zachowań), lecz jej samej było ciężko się powstrzymać w tym momencie.
Dlatego też z szerokim uśmiechem na twarzy zaczęła być bardziej namiętna. Ich usta idealnie pasowały do siebie. Jego pełne, duże i ciepłe, jej drobniutkie, miękkie.
Diabeł nie zwlekał ani chwili, dlatego też od razu zabrał się za oddawanie pieszczot.
Byli tak zajęci sobą, że nawet by nie zauważyli, gdyby ktoś obok nich przeszedł.
Po kilkunastu minutach brunet czekał na czarownicę pod krętymi schodami, prowadzącymi do sypialni dziewcząt. Ruda poszła po akta Hermiony. Może to jednak dobry pomysł, żeby zmieniać ich położenie.
Po chwili na balustradzie pojawiła się rudowłosa z jeszcze zarumienionymi policzkami.
-Tylko tego pilnuj, błagam- dodała, gdy mu je wręczała.
-Jakbyś mnie nie znała- powiedział, uśmiechając się szeroko.
-I w tym właśnie problem- westchnęła ciężko.
Odprowadzała Ślizgona do portretu, kiedy nagle ten się otworzył, a do Pokoju Wspólnego weszła Hermiona.
-O, cześć- powiedzieli wszyscy w tym samym momencie.- Wychodzisz, Ginny?- spytała Herm, robiąc miejsce brunetowi.
-Ym, tak. Znaczy nie, chyba nie.- Plątała się. Miała wyrzyty sumienia przez tą akcję przed Transmutacją.
Miona chciała przyjrzeć się uważnie przyjaciółce, ale zwróciła uwagę na to, co Zabini trzyma w ręce.
Młodsza Gryfonka i Ślizgon to zauważyli, bo Diabeł szybko zareagował.
-Do zobaczenia- rzucił wesoło, jak to na niego przystało i opuścił Północną Wieżę.
Ruda z zakłopotaną twarzą odwróciła się do "blondynki".
-Co słychać?- Uśmiechnęła się słabo.
Granger chciała już coś skomentować, ale sama nie wiedziała co.
-Gin, co jest nie tak?- spytała w końcu.
Weasley'ówna zrobiła zdziwioną minę.
-Wszystko jest tak, jak zawsze- odpowiedziała i oparła się o oparciw kanapy.
-Nie jestem ślepa. Ty z resztą też nie.
Ginny zagryzła wewnętrzną część policzka. Tak naprawdę, to te głupie tajemnice sprawiły, że nie dogadują się najlepiej, ale poza tym wszystko jest okey. Tym bardziej, że Hermiona ma niedługo urodziny.
-Po prostu każda z nas potrzebuj wolnej chwili, aby móc poświecić trochę czasu drugiej. To tyle- odpowiedziała i przytuliła byłą panią Prefekt Naczelną.
-Oby to była racja- powiedziała Miona do siebie i oddała uścisk.
-No, zbieraj książki i idziemy na Zaklęcia!- zagadnęła ją dziarsko, poprawiając swoją torbę na ramieniu, którą wzięła, kiedy poszła po teczkę z dokumentami Hermiony.
Kiedy ta zniknęła na schodach, Ginevra odetchnęła cicho.
Przecież nie powie jej, że ukradła jej całą historie życia do teraz pielęgniarce, aby dowiedzieć się, czy ma cokolwiek wspólnego z jakąś Jean Zabini. Albo, że w końcu zaczęło jej brakować uwagi od Miony, która ostatnio skupiała się na swoich sprawach.
-Idziemy?- spytała starsza Gryfonka, która już wróciła do salonu.
Ginny wzięła ją pod ramię i razem zeszły na ostatnią lekcję.
***
-Mówię ci, pora to w końcu zacząć- powiedziała Hermiona, która skończyła właśnie pisać notatki.
-Skoro tak twierdzisz- szepnął Malfoy, również zakręcając kałamarz.
-Nie, zostaw to- powiedziała szybko, odkręcając buteleczkę z atramantem.
-Planujesz kogoś oblać atramentem?- spytał z nutką kpiny.
-Pamiętasz, że przyjaźniłam się z Fredem i George'm?- odpowiedziała z błyskiem w oku.
-A tak w ogóle, to do kiedy planujesz tą zemste?- spytał.
-Dopóki mi się nie znudzi.- Uśmiechnęła się uroczo.- Dobra, jestem gotowa- powiedziała, szykując różdżkę.
Draco obserwował ją uważnie. Był ciekaw, co też kujonka Granger wykombinowała.
Miona wyprostowała się w krześle.
-Wingardium Leviosa- szepnęła, celując w buteleczkę, która natychmiast poszybowała w górę.- Draco, mógłbyś użyć zaklęcia odpychającego, jak powiem teraz?- spytała, choć wiedziała, że Ślizgon i tak by to zrobił.
"Szatyn" uszykował swoją różdżkę i czekał na sygnał.
Herm uniosła przedmiot pod sam sufit, po czym opuściła różdżkę, tym samym powodując jego spadek.
-Teraz- powiedziała, gdy flakonik znalazł się na odpowiedniej wysokości.
-Depulso.- Machnął szybko różdżką, a kałamarz przeleciał przez całą długość klasy, tym samym wlewając na wszystko pod nim swój atrament.
-Doskonale- mruknęła Miona, kiedy kilka dziewcząt pisnęło, gdy spadły na nie niebieskie krople.
-To wszystko?- spytał zrezygnowany chłopak.
-Zwariowałeś? Czekaj.- Obserwowała rozlany atrament po ławkach, podłodze i uczniach. Profesor Flitwick chciał już zacząć oczyszczać ubrania, gdyż pomyślał, że to zawyły wypadek na lekcji. Jednak wtedy zaklęcie niewerbalne Gryfonki zaczęło działać. Pojedyncze kropelki zaczęły się scalać w formować. W końcu utworzyły kilkadziesiąt małych niebieskich postaci, które zdezorientowane zaczęły biegać po całej klasie, chlapiąc przy tym niemiłosiernie.
Wtedy już oba domy nie były zadowolone z tego powodu.
-Depulso- zachichotała Miona już z niebieskawymi włosami, celując w puste krzesła, które przesunęły się pod drzwi, tym samym blokując wyjście.
-Kto to zrobił?- krzyczał nauczyciel, próbując zapanować nad dowcipem. Zajęłoby mu to zaledwie kilka minut, lecz Draco zadbał o to, by różdżka profesora spoczywała u niego w kieszeni, zaś Miona wzmocniła to kilkoma mocnymi zaklęciami. Ta dwójka, nie licząc Harry'ego, to najlepsi uczniowie z siódmego roku, więc doskonale władali takimi zaklęciami.
Astoria, która siedziała najbliżej ich, posłała jej nienawistne spojrzenie, ponieważ była prawie cała niebieska.
-Muszę przyznać, że to kreatywne- rzekł Draco, zasłaniając twarz podręcznikiem.
-Dzięki- parsknęła robiąc to samo.
-Uspokójcie się! Spokój!- krzyczał nauczyciel na uczniów, którzy wpadli w lekki popłoch.
Jednaj to nie poskutkowało. Ginny, która właśnie dostała atramentem prosto w twarz, czego się nie spodziewała, krzyknęła ze zdziwienia, więc Blaise zrobił dokładnie to samo, co wywołało salwę śmiechu najbliżej nich siedzących uczniów.
-Kto to zrobił?- zwołał ponownie Flitwick.
Herm otwierała już usta, aby przyznać się do winy, lecz w tym samym momencie padło na nią- tym razem to ona miała całą błękitną twarz oraz język.
Malfoy oczywiście dostał ataku śmiechu.
-Rzeczywiście śmieszne- burknęła, wycierając rękawem oczy.
- Żebyś wiedziała- odpowiedział, gdy się w końcu uspokoił.- Wstań- powiedział, sam to czyniąc.
-Co?- spytała, robiąc, co kazał.
Smok w odpowiedzi pociągnął ją w dół pod ławkę, dzięki czemu byli bezpieczni i nie groziło im kolejne upaćkanie tuszem.
-Chyba Flitwick się zdenerwował- powiedział, obserwując, jak Pansy chowa się za Potterem, którego okulary, póki co, nie nadawały się do użytku.
-Biedny, Harry- zaśmiała się dziewczyna, która podążyła za jego wzrokiem.- O to mi chodziło- odpowiedziała mu.
-Powiem szczerze, że nie spodziewałem się tego po tobie.
-Czemu nie?- Przekrzyczała prawdopodobnie ponownie Astorie.
-Bo... To nie w twoim stylu.- Wzruszył ramionami i zauważył, że Mats również wpadł na pomysł schowania się pod ławkę.
-Znasz mnie tak dobrze, żeby wiedzieć jaki jest mój styl?- Uniosła brwi do góry.
-Raczej nie.
-Więc nie kieruj się pozorami.- Uśmiechnęła się lekko.
Czyżby Hermiona Granger miała w planach czymś go zaskoczyć?
-Wszyscy pod ławki!- zarządził nauczyciel.
Minęło kilka minut, aż wszyscy wykonali jego polecenie.
-Kto za tym stoi?- ponowił pytanie.
Miona uśmiechnęła się szeroko, po czym wyszła spod ławki.
-Ja, profesorze.- Podniosła rękę, zbierając tym samym kolekne chlapnięcie.
Flitwick wyglądał na zdziwionego. Prymuska zakłóciłaby lekcję?
Nim nauczyciel zdążył wymyśleć dla niej karę, Draco usunął krzesła spod drzwi, dzięki czemu wszyscy uczniowie zaczęli opuszczać klasę. Hermiona załapała swoją brudną torbę oraz podręczniki, którymi się zasłaniała, po czym razem z Malfoy'em ruszyli do wyjścia, raz po raz wybuchając śmiechem, gdy któreś nie zdążyło się ubronić przed masą kleksów.
-Gryffindor traci piętnaście punktów!- Usłyszała jeszcze, zanim zamknęła drzwi.
-Dzięki za pomoc- parsknęła, opierając się o ścianę.
-Mówiłem, do usług.- Przeczesał niebieskawe włosy.
-Uwierz mi, na pewno to wykorzystam.- Mrugnęła do niego i ruszyła w stronę swojego dormitorium.- Do jutra- rzuciła na pożegnanie i zniknęła za zakrętem.
-Do jutra, Granger. Blaise, szykuj te skrzynie Ognistej- powiedział do siebie, kierując się do Lochów.
***
Draco właśnie szedł przez Pokój Wspólny Slytherinu. Miał spotkać się z Potterem, aby ustalić najprawdopodobniejszą kolejność mszczenia się na nich. Był już prawie przy kamiennej ścianie, kiedy nagle usłyszał wołanie:
-Draco!
Odwrócił się na pięcie i zauważył Pansy, która leżała wygodnie na kanapie i nieśmiało machała do niego. Cholera. Kompletnie zapomniał, że mieli teraz pogodać. W pierwszej chwili chciał udać, że jej nie zauważył, ale szybko odgonił od siebie tę myśl. Przecież to jego najlepsza przyjsciółka. Nie mógłby potem, tak się nazywać, gdyby ją olał. Trudno, Potter poczeka. Przecież nie jest to sprawa życia i śmierci. No... po części.
Usiadł obok niej, a chwilę później dołączył do nich Zabini.
Zapanowała krępująca cisza. Po chwili Ślizgonka westchnęła głośno.
-Posłuchajcie... Nie ma sensu nie odzywać się do siebie dłużej.
-Chciałbym zaznaczyć, że to ty zaczęłaś tą sprzeczkę- powiedział Zabini zgryźliwie.
-Diable- syknął Draco.
-Chciałabym zauważyć, że wy mnie do tego zmusiliście.- Wdała się w kolejną dyskusję.
-Czym? Tym zakładem? Pansy, od kiedy ty tak bronisz Gryfonów?- spytał retorycznie.- Ach, no tak... Założyłaś grupę wsparcia dla nich razem z Potterem?- dodał.
Pans wbiła w niego ostre spojrzenie. Ona chce się z nimi pogodzić, a oni nawet wtedy muszą na nią naskakiwać.
-A co, boisz się, że Ginny dowie się o wszystkim i odprawi cię z kwitkiem?- sarknęła.
-Co ty się tak Rudej uparłaś?
-Bo to tak samo, jakbyście się o nią założyli, albo ktoś o mnie, czy Vi!- fuknęła.
-Solidarność jajników- mruknął. Chciał coś jeszcze dodać, ale Malfoy szybko zasłonił mu usta.
-Ty, idioto! Zapomniałeś, że Ruda powtarza to, co ty?- warknął, i lekko pobladł.
Zabini zrobił to samo. Głupi eliksir! Oby tylko Gin nie skojarzyła faktów.
-Ty już się lepiej nie odzywaj- syknął "szatyn", kiedy brunet ponownie chciał coś dodać.
-A nie mówiłam?- spytała triumfalnie.
-Pans, my i tak z tego zakładu nie zrezygnujemy- powiedział.
-Wiem o tym. Ale nie chcę, żebyście potem żałowali.- Westchnęła cicho.
-Jesteśmy dużymi chłopcami, Czarna. Damy rade- wtrącił się Diabeł.
-Miałeś się nie odzywać.
Brunetka z niebieskimi pasemkami i szerokim uśmiechem wcisnęła się między nich.
-Brakowało mi was- parsknęła.
Chłopcy uśmiechnęli się. Draco chciał jej wypomnieć to, jak doniosła na niego wujowi, ale nie chciał tego dłużej ciągnąć. Powinni trzymać się razem.
***
Harry siedział na ławce na Dziedzińcu Transmutacji. Był późniejszy wieczór, dlatego już powoli zaczęło się ściemniać. Tym bardziej, że pogoda dzisiaj była kiepska. Jak zwykle- Malfoy się spóźniał. Kiedy wciąż nie przychodził, zaczął zbierać się do powrotu. W tym samym momencie zaczęło padać, a chmury przybrały ponury  kolor.
-Głupi Malfoy- burknął przemoknięty do suchej nitki Harry.
Kiedy wchodził na korytarz, usłyszał jakiś hałas. Odwrócił się, ale nikogo nie zobaczył. Zignorował to i ruszył dalej. Ale, gdy wszystkie drzwi się zamknęły, pomyślał, że coś jest nie tak. Mimo iż nikogo nie widział, to wiedział, że nie był sam. I na pewno nie był to któryś z jego przyjaciół.
~**~
Przepraszam, ale teraz w większej winie zwalił mój laptop, który się zepsuł, więc musiałam go dokończyć na telefonie, co trwa trochę dłużej. Również moje zdrowie mi średnio pozwalało, ale wyrobiłam się w niecałe dwa tygodnie:D Mam nadzieję, że rozdział was nie zawiódł. Do zobaczenia po weekendzie ;)

niedziela, 20 kwietnia 2014

37. "Nie siłą, lecz sprytem zdobywaj"

Przepraszam.
~**~
Do dormitorium Gryfonek z siódmego roku wpadały ostre promienie słońca. Hermiona obudziła się z mocnym bólem głowy. Z początku nie pamiętała, co jest tego przyczyną, lecz szybko sobie przypomniała.
-Nie- jęknęła zrozpaczona.
Nie mogła uwierzyć, że zachowywała się, jak kompletna idiotka, wypytując Malfoy'a o Carmen. Choć nie ukrywa, że zszokowała ją ta informacja. To musiał być dla niego spory cios, skoro jest to aż taki drażliwy temat. Kto wie, może dlatego jest taki oziębły dla świata...
Kiedy chciała zasłonić kotary od swojego łóżka, aby przypadkiem przespać śniadanie, ktoś jej to uniemożliwił poprzez wskoczenie na jej biedne nogi.
-Ginny!- syknęła Hermiona, a zrzucając przyjaciółkę na podłogę podciągnęła kolana bliżej siebie.
-Jaka milutka- zironizowała Ruda i ponownie usiadła na materacu, tym razem omijając kończyny "blondynki".- Widzę, że picie nie służy twojemu ślizgońskiemu charakterkowi.- Uśmiechnęła się wrednie.
Miona skrzywiła się. Bycie Gryfonką z charakterem Malfoy'a było okropne. Chociaż musiała przyznać, że widywanie "szatyna" tak często uśmiechającego i śmiejącego się było miłą odmianą.
-Skąd wiesz?- westchnęła i poprawiła się do pozycji siedzącej. W sumie, to mogła się tego spodziewać.
-Na kolacji było głośno o...- Zamyśliła się na chwilę.- Właściwie o wszystkim. Kompletnie pijana pyskowałaś McGonagall- powiedziała z niedowierzaniem. Czyżby druga Hermiona chciała wyjść w końcu na światło dzienne?
-I jeszcze rzuciłam się z pięściami na Greengrass- dodała. Nie była z tego zadowolona, choć tamta  ewidentnie na to zasłużyła.
-Z tego akurat jestem dumna- powiedziała Ruda z powagą. Dowiedziała się, co tamta Ślizgonka powiedziała i sama najchętniej, by jej przyłożyła, lecz póki co starczy jej bójek w tym miesiącu. No... tygodniu.
Herm posłała jej słaby uśmiech. Wczorajszy dzień był bardzo dziwny. Jednocześnie przyjemny i żenujący. Odpuściła sobie kolację, ponieważ wolała nie konfrontować się już z Malfoy'em. Było jej tak strasznie głupio. Na dodatek pewnie załatwiła kolejny szlaban. Żyć nie umierać, a co.
-Opowiadaj- zarządziła młodsza Gryfonka i usiadła wygodniej. Dzisiaj po południu zabiera się za czytanie akt przyjaciółki. Jeden raz już je straciła, nie zamierza ponownie nie wykorzystać tej szansy.
Miona przewróciła oczami, ale zaczęła swoją historię.
-... I po południu muszę iść do McGonagall- zakończyła. Ominęła fragment o rozmowie na schodach. W końcu obiecała, że nikomu nie powie. Nie ważne, czy była pijana, czy nie- obietnicy zawsze dotrzymuje. W końcu jest Gryfonką.-A ty, co wczoraj porabiałaś?- Zmieniła temat.
Gin na chwilę znieruchomiała. Nie zrobi nic złego, jeśli ominie kilka faktów, prawda?
-A wiesz...- powiedziała przeciągłe.- Spędzałam dzień z Zabinim. To mówienie tego samego jest dość uciążliwe i denerwujące, więc staram się to jak najszybciej zlikwidować. Dzisiaj kolejna rundka "szczerej", "zapoznawczej" rozmowy.- Wzruszyła ramionami. W sumie to wizja dzisiejszego dnia nie przerażała jej aż tak bardzo...
Kiedy Ruda otwierała usta, by coś jeszcze dodać przerwała jej Hermiona, która jęknęła żałośnie.
-Miałam wczoraj taką okazję.- Zakryła twarz poduszką. Alkohol wcale nie służył jej racjonalnemu myśleniu.
-Na co?- zaciekawiła się Weasley'ówna.
-Na podejście Malfoy'a z tą Ognistą.- Spojrzała zamyślona w baldachim, odkładając poduszkę na swoje miejsce.
-A, o to chodzi- mruknęła Gin pod nosem. No tak, przecież mogą porozmawiać o tym, o czym chce Hermiona. Znowu.
"Blondynka" posłała jej przeszywające spojrzenie. Albo jej się wydawało, albo Ginny chodzi ostatnio jakaś nie w sosie... Przecież przyjaźnią się już tyle lat, więc żaden temat rozmów nie jest im obcy.
-A ty, Ginny, dowiedziałaś się czegoś nowego?- spytała, odrzucając włosy na plecy.
Dziewczyna zacisnęła usta. W sumie to nie. Nie ma na to czasu, bardziej zależy jej na tym, aby dowiedzieć się kim jest Jean Zabini i kto czyha na jej życie. Ale Miona to jej przyjaciółka, więc ta sprawa też nie powinna być jej obojętna, tym bardziej, że jej też coś tu śmierdziało.
-Nie... Nie miałam czasu- dodała na swoją obronę. To prawda, czas był jej jak najbardziej potrzebny.
-Coś się dzieje, Gin?- zapytała łagodnie. Miała wrażenie, że czarownica się od niej oddala.
-Nie, skądże. Po prostu ostatnio mam więcej rzeczy do robienia i tyle.- Posłała jej lekki uśmiech. Przecież nie powie Hermionie, że ktoś ją nęka. Sama sobie poradzi. No... Prawie sama.- Zbieraj się, śpiąca królewno. Śniadanie czeka- zawołała radośnie, wstając z wygodnego łóżka.
Była Prefekt Naczelna skrzywiła się nieznacznie. Wstanie i wyjście z dormitorium oznacza konfrontacje z Malfoy'em. Było fajnie, ale ona musiała zrobić z siebie idiotkę bez uczuć.
-Spotkamy się na dole. Trochę mi to zajmie- zwróciła się do dziewczyny, poprawiając szorty od piżamy.
-W porządku- odpowiedziała i wyszła z pokoju.
Miona westchnęła głośno. Będzie musiała zrobić coś, aby wzmocnić węzły tej przyjaźni, które przez jej nieuwagę w jakimś tam stopniu się poluźniły.
Leniwym krokiem weszła do łazienki. Wciąż nie przestawiła się na dormitorium, w którym mieszka więcej niż jedna osoba.
Wzięła szybki prysznic, którego wczoraj zapewne nie była w stanie wziąć, po czym otulona puchatym ręcznikiem podeszła do lustra. Rozczesała "swoje blond włosy", aby na koniec zawiązać je w wysokiego kucyka. Zarumieniła się lekko na wspomnienie z wczorajszego dnia. Jak ona mogła przyznać się przed tym Ślizgonem, że podobają jej się te włosy? No jak?
Następnie zabrała się za zrobienie lekkiego makijażu. Wtedy zwróciła na coś uwagę. Miała z powrotem duże, czekoladowe oczy. S w o j e  oczy. Czyli wypad do Hogsmeade przebiegł zgodnie z ich oczekiwaniami. Wspaniale. Są coraz bliżej, aby wyglądać, jak dawniej.
Po kilku minutach cała gotowa zeszła na śniadanie. Nie może całe życie go unikać... Być może on NIE pamięta tamtej rozmowy.
Z tą nadzieją pchnęła potężne drzwi prowadzące do Wielkiej Sali.
Nie zdziwiło ją to, że wszyscy na nią patrzyli. Nienawidziła tego, dlatego z dumnie uniesioną głową podeszła do jedynej osoby, która na nią nie patrzyła.
Przedstawienie musi trwać mimo wszystko.
-Cześć, Draco- zaświergotała i władowała mu się na kolana.
Malfoy uniósł lekko brwi. Spodziewał się, że Granger ze spuszczoną głową wciśnie się między Pottera a Rudą. Cóż... Najwyraźniej jeszcze jej nie rozgryzł.
-Cześć- odpowiedział zdawkowo i spróbował ściągnąć z siebie dziewczynę, jednak nieskutecznie. Poudaje trochę obrażonego, przez co ta Gryfonka będzie chciała odpokutować swój niewyparzony język... To może być dobra strategia.
Miona westchnęła zniecierpliwiona. Przecież im obojgu zależy na tym, aby wrócić do poprzedniego wyglądu.
Tak więc nachyliła się do niego, aby moć mu wyszeptać coś do ucha.
-Słuchaj, Malfoy, przepraszam za wczoraj. Dobrze wiesz, że nie panowałam nad tym co mówiłam i robiłam. Jednak chyba dobrze się wczoraj spisaliśmy skoro mamy z powrotem swoje tęczówki- wyszeptała na tyle cicho, aby tylko on mógł usłyszeć.
Miała racje. Nie przepadał za tym gniazdem na głowie, jednak zakład wciąż jest i będzie aktualny, dlatego też musi pogrywać po swojemu.  W końcu jest Ślizgonem, więc spryt ma opanowany na najwyższym poziomie.
Draco spojrzał na nią z lekkim błyskiem w oku. Tym razem to on przyłożył twarz do jej twarzy i wyszeptał nieco głośniej niż ona:
-Nie byłbym taki pewien, czy to, co robiłaś było niezamierzone. Pamiętaj, że alkohol tylko dodaje odwagi.
Policzki Hermiony zaróżowiły się lekko. Może i była to po części prawda, lecz nie mogła się do tego przyznać W końcu to Draco Malfoy.  T e n  Draco Malfoy.
-Sam sobie schlebiasz, widzę że humorek wrócił- odgryzła się i usiadła na ławce. To wszystko nie jest na jej nerwy.
-Jeszcze nie do końca- uśmiechnął się pod nosem, obejmując dziewczynę w pasie. Czuł na sobie spojrzenia niektórych uczniów.
"Blondynka" chcąc nie chcąc oparła głowę na jego ramieniu. Ma zbyt wiele rzeczy teraz na głowie, żeby się z nim sprzeczać niepotrzebnie. A najgorsze jest to, że w większości te sprawy są związane właśnie z nim. Muszą wrócić do swoich wyglądów, muszą opanować zaklęcie z Transmutacji, chce się dowiedzieć czegoś na temat tamtej dziwnej sytuacji w bibliotece, musi się dowiedzieć czegoś na temat Ognistej oraz podejrzewa, że spędzi z nim kilka szlabanów, biorąc pod uwagę fakt, że muszą wcielić w życie plan "Umbridge". Będzie ciężko.
-Gdzie twój gryfoński temperament?- spytał prowokująco, przystawiając filiżankę z kawą do ust.
Posłała mu pobłażliwe spojrzenie. Nie uda mu się.
-Sam chcesz sprowokować kłótnię? W sumie to nic nowego.- Wzruszyła ramionami i zabrała się za robienie sobie tosta.
-Próbuję nawiązać jakąś rozmowę, a ty od razu, że kłótnię.- Pokręcił głową z dezaprobatą i upił kolejny łyk.
-Fajna mi rozmowa- burknęła, smarując chleb dżemem porzeczkowym.
-Wiesz, Ślizgoni to nie Gryfoni i oni nie mają potrzeby przechwalania się czym popadnie w rozmowach, także rozumiem twoje zdziwienie- powiedział niby mimochodem. Jednak nie będzie udawał obrażonego. Teraz bawi się o wiele lepiej.
Herm udała, że tego nie słyszała, jednak gdy tylko "szatyn" przystawił ponownie filiżankę do ust, ta oczywiście korzystając z okazji, potrąciła ją palcem, tym samym powodując wylanie się czarnego napoju na białą koszulę chłopaka.
-Granger!- warknął na chichoczącą cicho dziewczynę.
Kiedy ten ścierał plamę serwetką, ponieważ zostawił różdżkę w dormitorium, ta zaczynała śmiać się coraz głośniej. Dzisiaj również  muszą spędzić cały dzień razem, więc co jej szkodzi mieć przy tym trochę frajdy?
-Gdzie się podziała Hermiona, co?- spytała, gdy już trochę się uspokoiła.
-Widzę, że tobie również humor wrócił- odpowiedział, odrzucając serwetę za siebie, co spotkało się z krytycznym spojrzeniem Gryfonki.
-Jeszcze nie do końca- zacytowała go, a później zabrała się do jedzenia.
Przez chwilę panowała między nimi cisza. Oboje zastanawiali się, jakby tu siebie nawzajem podejść. Łatwe to nie będzie, to na pewno. Jednak musi być jakiś sposób.
-Jakie plany mamy na dzisiaj?- spytała, wycierając usta. Spoglądała na niego kątem oka. W sumie to nie tak źle mu w tych brązowych włosach. Inaczej, ale nie najgorzej...
-My?- Uniósł jedną brew do góry.
-A nie? Przykro mi, Draco, ale nie mamy wyjścia i  m u s i m y  spędzać razem czas.- Teraz już patrzyła się prosto na niego.
-Zauważyłem, że lubisz mówić w liczbie mnogiej. Jeśli tak bardzo lubisz spędzać ze mną czas, to mów otwarcie, a nie bawisz się w jakieś podchody- powiedział przeciągle, z lekko uniesionymi kącikami ust.
Była Prefekt Naczelna westchnęła ciężko. Ich rozmowy nie będą na najwyższym poziomie. Chyba będzie musiała rozmawiać częściej z Matsem, aby podbudowywać swój poziom intelektualny.
-Twoje domysły to za mało. Bierz również pod uwagę fakty. One zawsze przechylają szalę na stronę prawdy.- Po zakończeniu tego zdania ugryzła się w język. Znowu zabrzmiała jak panna Wiem-To-Wszystko-Granger.
Najwyraźniej Malfoy postanowił odbić piłeczkę.
-Właśnie to cię często gubi. Skupiasz się na rzeczach, które są potwierdzone na milion procent. Zero wyobraźni, spontanu. Nawet to wszystko, co jest potwierdzone nigdy nie jest pewne. Możesz mi uwierzyć. Dlatego zawsze trzeba mieć 'plan b'.
-Co chcesz przez to powiedzieć?- spytała zaciekawiona.
-Jesteś ograniczona. Logika przede wszystkim, ale gdzie wyobraźnia?
-No wiesz- obruszyła się.- Mam ogromną wyobraźnię. Zawsze miałam przygotowany plan b, bo brałam pod uwagę, że coś może  nie wyjść- odpowiedziała, miażdżąc go spojrzeniem. Już kiedyś słyszała, że jest ograniczona, ale kompletnie tego nie rozumiała.
-Naprawdę? Zdarzyło się chociaż raz, że działałaś pod wpływem chwili, w ogóle nie robiąc jakiejkolwiek analizy?- Posłał jej zwycięskie spojrzenie.
Miona lekko zbladła. Była jedna taka sytuacja, ale ona na pewno nie należała do najprzyjemniejszych... Ale o tym wiedziała tylko ona i nikt więcej. Nawet wtedy, w jeziorze, przemyślała dokładnie, czy aby na pewno uderzyć oprawcę.
-Nie odpowiedziałeś mi na pytanie, co dzisiaj robimy- zmieniła temat, odwracając wzrok. Zauważyła, że Ginny na nią patrzyła, więc uśmiechnęła się do niej lekko, co ta druga odwzajemniła, jednak to nie był ten sam uśmiech, co zawsze. Chyba Ruda zdała sobie sprawę, że nie spędzą tego dnia razem. Cóż, nie mogła nic na to poradzić, choć naprawdę chciała niedzielę poświęcić najlepszej przyjaciółce. Zauważyła, że nie ma przy stole Slytherinu ani Pansy ani Dafne. Dlatego tak spokojnie siedzi przy tym stole, to wszystko wyjaśnia!
-Przyjdź dzisiaj do mojego dormitorium pod wieczór, to się dowiesz- powiedział tajemniczo.
-W porządku- odpowiedziała po dłuższej chwili zastanowienia.
I na tym ich rozmowa się skończyła.
***
Pansy spała dzisiaj niespokojnie. Niepokoiło ją z kim spotyka się Mats. Ta cała Jade nie przypadła jej do gustu. Pomijając fakt, że była Gryfonką, to była za bardzo pewna siebie. Oprócz tego na kilometr było czuć od niej fałszywość.
Z wielką radością powitała poranek. Miała dość wczorajszego dnia. Poza przyjacielem, zaprzątała sobie głowę jeszcze Potterem. W sumie to powinna z nim porozmawiać. Tyle że jakoś nie miała na to jakichś szczególnych chęci. Fakt, miło im się rozmawiało i spędzało razem czas, jednak nie była do końca przekonana, czy to wszystko nie było oby podstępem, który miał pozwolić Granger dowiedzieć się czegoś na temat zakładu jej przyjaciół. Z nimi chyba też powinna powrócić na pokojową ścieżkę. Przyjaciele musza zawsze trzymać się razem...
Gdy chciała wstać z łóżka, coś jej to uniemożliwiło. Krzyknęła głośno z bólu i z powrotem opadła na miękki materac. Zdziwiona i nieco przestraszona powędrowała dłońmi w stronę początkowych kolumn łóżka, a potem do swojej głowy. Wolała nie wiedzieć jak to wszystko wygląda. Jej włosy były całe poplątane, a na dodatek splątane wokół jej łóżka. Najmniejszy ruch głową sprawiał jej ból. Jakim cudem tak się stało? I dlaczego nic nie czuła? Miała bardzo lekki sen, więc gdyby ktoś tu wszedł  na pewno by się obudziła. Najwolniej jak tylko mogła obróciła głowę raz w prawo, raz w lewo. Nikogo nie było. Świetnie. Różdżka leżała na szafce nocnej, która była zdecydowanie za daleko. Cóż... Najwyżej jutro nic nie będzie w stanie powiedzieć.
-Dafne!- krzyknęła, ile sił w płucach. Odczekała chwilę, jednak zero reakcji.- Dafne!- zawołała głośniej. Również bez skutecznie. Jeśli jej przyjaciółka zeszła na śniadanie bez niej, to przeleży tutaj dobre kilka godzin.
Będzie jej to wypominała długi czas. Ona tu leży bezczynnie, a Daf opycha się tostami.
Po kilku minutach miała dość, więc spróbowała przesunąć się trochę. Jednak syknęła tylko z bólu. Nie ma szans. Chyba że... Była wygimnastykowana, bo od lat grała w Quidditcha, więc mogłaby w sumie spróbować. Ostrożnie podniosła lewą nogę, aby powoli przenieść ją na prawą stronę. Czuła rwanie cebulek włosów, jednak to jedyny sposób. Kiedy już palcami u stopy była przy krawędzi szafki, ktoś nagle otworzył drzwi z głośnym hukiem. Niespodziewająca się tego Ślizgonka straciła równowagę, tym samym w połowie leżała na łóżku, w połowie na podłodze, jęcząc z bólu.
-Przepraszam, Pans, ale zaspałam. To, co jesteś got...- Nie dokończyła, gdy zobaczyła w jakim stanie jest brunetka.-Salazarze, co ci się stało?- spytała zdziwiona i szybko podeszła do dziewczyny.
-Proszę, nie bądź w tym momencie blondynką, tylko pomóż mi- syknęła zła.
Greengrass spiorunowała ją wzrokiem, jednak pomogła przyjaciółce z powrotem położyć się na łóżku.
-Coś ty robiła w nocy, co?- spytała żartobliwie i omiotła wzrokiem sytuację.
-Ale śmieszne- burknęła.
-Jedno proste zaklęcie i będzie po problemie- powiedziała Daf, wyciągając różdżkę. Machnęła nią krótko, celując w stronę włosów Ślizgonki, lecz bez żadnego efektu.-Hmm, dziwne- mruknęła do siebie.- Może to.- Ponownie rzuciła zaklęcie, ale ono również nie pomogło.
Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy. Pansy wciąż była przywiązana do łóżka, a Dafne nie mogła jej w niczym pomóc.
-Przykro mi, kochana, ale nic,  k o m p l e t n i e  n i c,  nie pomaga- odpowiedziała zdziwiona. Radziła sobie z zaklęciami całkiem nieźle, więc wina na pewno nie leżała po jej stronie.
-Czyli co teraz?- spytała zrozpaczona.- Nie mogę tutaj tkwić wiecznie.
Blondynka zacisnęła usta i spojrzała ze smutkiem na Czarną.
-Muszę je obciąć- powiedziała cicho.
-Co?! Nie ma mowy!- zaprotestowała szybko, choć wiedziała, że to jedyny sposób.
-Nie całe... Tylko je troszkę podetnę, obiecuję!- Przyłożyła prawą rękę w miejsce, gdzie znajduje się serce. Cóż, tak jej się wydawało.
-Może idź po Pomfrey. Być może ona ma jakiś eliksir, czy coś- powiedziała zielonooka z desperacją.
Młodsza Ślizgonka nic nie odpowiedziała, tylko podeszła do kufra uwięzionej dziewczyny  w poszukiwaniu nożyczek.
-Zabije tego kogoś, jeśli się dowiem kto za tym stoi, przysięgam- lamentowała brunetka.
-Nie domyślasz się kto to?- spytała, wciąż szperając.
-Chyba nie. To mógł być ktokolwiek. Tylko zastanawia mnie, jak?- spytała samą siebie i westchnęła głośno na widok mosiężnych nożyczek, które kompletnie nie nadawały się do takich rzeczy.
-Przepraszam- powiedziała Daf i zabrała się za to, co musi zrobić.
Po kilkunastu minutach było po wszystkim.
Dafne podała przyjaciółce lusterko, w które patrzyła cała zdruzgotana.
-Nie jest tak źle.- Próbowała ją pocieszyć.
-Jest- odparła łamiącym się głosem.
Jej czarne włosy o matowym odcieniu, które jeszcze nie tak dawno sięgały jej połowy pleców teraz sięgały jej troszeczkę za ramiona. Na dodatek są nierówno obcięte, gdyż nożyczki ewidentnie nie nadawały się już do użytku.
-Odrosną.- Ponownie podjęła próbę pocieszenia przyjaciółki.
-Siedź już cicho, dobrze?- spytała poirytowana, odkładając lusterko na bok.
***
Skończyła jeść śniadanie, więc powlokła się do biblioteki. Tym razem wolała nie ryzykować i akta Hermiony miała cały czas przy sobie. Była strasznie ciekawa, co tam jest napisane.[ha!~dop. Aut] Chciałaby przynajmniej mieć jedną sprawę rozwiązaną.
-Masz dziesięć minut- powiedziała w przestrzeń. To był jeden z nielicznych plusów mówienia tego samego, co Blaise. Oszczędzają czasu na patronusy, czy szukanie się po całym zamku.
Skręciła szybko w jeden z korytarzy. Od kilku dni miała wrażenie, że ktoś ją śledzi. Szczerze mówiąc nie chciała spotykać się właśnie w bibliotece po ostatnich zdarzeniach, ale prawdy powiedziawszy inne miejsca się nie nadawały. To właśnie tam w razie czego mogli czegoś poszukać w każdej chwili. Był jeszcze Pokój Życzeń, ale przestała lubić to miejsce.
Doszła w końcu na miejsce i już chciała nacisnąć klamkę, kiedy poczuła na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Zlękła się, więc krzyknęła cicho. Ostatnio cała chodziła poddenerwowana.
-Jestem szybszy, skarbie- szepnął Zabini, otwierając przed nią potężne drzwi.- Panie przodem.- Ukłonił się nisko, szczerząc się przy tym szeroko.
-Idiota- burknęła pod nosem, korzystając z jego uprzejmości.
Udali się w stronę najbardziej oddalonego od reszty stolika. Pani Pince rzuciła im przelotne spojrzenie. Chyba zaczęło wydawać jej się to dziwne, że ta dwójka tak często tu przychodzi.
-Masz je?- spytał po zajęciu miejsca naprzeciwko dziewczyny.
-Tym razem tak-powiedziała, wyciągając teczkę ze swojej torby.
Przez chwilę patrzyła na czarny, zawijany napis "Hermiona Jean Granger". Nie była do końca przekonana, czy powinna to wszystko przeczytać, jednak jakiś głos podpowiadał jej, że dobrze robi.
Westchnęła cicho i rozwiązała małą kokardkę, tym samym otwierając ich skarbnicę mądrości.
-Chcesz żebym to ja przeczytał?- spytał szybko Blaise. Jak dla niej trochę za szybko.
-Nie- prychnęła, mierząc go uważnym spojrzeniem.
Ślizgon wzruszył tylko ramionami, po czym nachylił się nad ramieniem Gryfonki.
Pierwsza strona zawierała podstawowe informacje. Imię, nazwisko, pochodzenie, wygląd, znaki szczególne, wiek oraz zdjęcie Hermiony z pierwszego roku.
Ruda na ten widok uśmiechnęła się do siebie. Patrzyła na nią szeroko uśmiechnięta przyjaciółka, która pokazywała swoje duże zęby, a jej niesforne włosy nie mieściły się w kadrze.
Przewróciła kartkę. Tutaj były natomiast informacje o jej najbliższej rodzinie. To może być ciekawe...
"Matką jest Jean Granger, mugolka[...], ojcem John Granger, mugol[...]. Ich pierwszym dzieckiem była córka Hermiona Jean Granger, drugim natomiast syn, którego imię jest z niewiadomych przyczyn nieznane. Dziewczynkę wysłali do Hogwartu, nie wiadomo co się dzieje z chłopcem.[...] Prawdopodobnie pierworodna to nie jedyna czarownica w tej rodzinie. [...]."
-Co?- spytała głupio Gryfonka, gdy skończyła to czytać. Hermiona miała brata? Kogo? Czemu o tym nie wiedziała? Co się w ogóle dzieje?
-Co pisze dalej?- zapytał Zabini i wziął teczkę od osłupiałej ze zdziwienia dziewczyny.
Następne strony zawierały streszczenia chorób przebytych przez Mionę w przeciągu siedmiu lat nauki. W to się nie zagłębiał, interesowało go to, co przeczytał. Wyjął ostatnia kartkę, która zawierała krótkie notatki.
"Dziewczyna rozwija się prawidłowo, jednak ma strasznie osłabiony organizm. Nie wiadomo dlaczego.[...] Brat panny Granger wciąż poszukiwany- zero jakichkolwiek dowodów. Są wątpienia na jego istnienie. [...] Dziewczyna, kiedy była nieprzytomna majaczyła i była bardzo zdenerwowana. Obudziła się zlękniona. Póki co, są pewne przypuszczenia.[...] Blizna na lewym nadgarstku nie ma nic wspólnego ze złym samopoczuciem panny Granger. [...]."
Dalej nie było nic ciekawego. Odkryli jedną rzecz, lecz utkwili w martwym punkcie.
-Wiesz, co? Odpuśćmy sobie dzisiaj tą rozmowę. Co ty  na to?- spytał po dłuższej chwili ciszy.
-Jestem za- odpowiedziała słabym głosem, zamykając akta przyjaciółki. Myliła się. Jest to kopalnia nowych pytań.
***
Było południe. Zamiast siedzieć wygodnie na kanapie w Pokoju Wspólnym Gryffindoru z Harry'm i Gin musi iść do McGonagall. Miała dziwne wrażenie, że znowu dostanie szlaban, na który kompletnie nie miała czasu. Szczerze mówiąc, to według niej kompletnie na niego nie zasłużyła. To ta... Greengrass powinna go dostać, a nie siedzieć sobie spokojnie w tych swoich lochach i śmiejąc się z jej nieszczęścia. Myślała, że tylko Snape był niesprawiedliwy. A tu proszę, taka niemiła niespodzianka.
Doszła do kamiennej chimery i zatrzymała się. Jako że nie była już Prefekt Naczelną nie znała hasła do gabinetu dyrektorki. Któż by się tego spodziewał...
Zmarszczyła czoło. Ona mogła mieć jakiekolwiek hasło.
-Godryk Gryffindor?- spytała, choć doskonale wiedziała, jaka będzie reakcja posągu.- Miętowa ropucha?- Pudło.- Granger?- parsknęła. Musiała spróbować. Również zero reakcji, jednak na nią nie liczyła.- Fasolki wszystkich smaków? Bal? Order Merlina? Odwaga? Gryfoństwo?- Musiała się skupić. Co McGonagall mogła dać jako hasło? Wiedziała, że ona dzisiaj tu przyjdzie, a jednak go nie podała... I nagle ją olśniło.- Pilosus?- Oczywiście, że podziałało. Przed nią ukazały się kręte schody.
Hermiona prychnęła głośno. Czyżby nauczycielka Transmutacji sama ją prowokowała do działania? Bo to raczej nie był przypadek, że hasłem jest zaklęcie, które jest podobno takie trudne do opanowania, choć Malfoy'owi się coś tam udaje. Nie ładnie, pani profesor.
Herm z wysoko uniesioną głową zaczęła wspinać się ku górze. Nie da po sobie poznać, jak bardzo zbulwersowało ją to hasło. Jutro mają Transmutację, więc się odpłaci...
Zapukała głośno i bez pozwolenia weszła do środka. Jednak ktoś w tym samym momencie opuszczał pomieszczenie.
-O, dzień dobry, pani Pomfrey- powiedziała zdziwiona i weszła do środka, gdyż pielęgniarka była zbyt zamyślona, aby jej odpowiedzieć.
-Proszę usiąść, panno Granger- rozkazała Minerva, wskazując na czarny fotel.
-Postoję- odpowiedziała zdawkowo, wbijając w nią spojrzenie.
Starsza czarownica westchnęła głośno. Jak widać była  nie w humorze. Oraz wyglądała na zmęczoną, jakby nie spała od dłuższego czasu. Zupełne przeciwieństwo McGonagall z Hogsmeade.
-Wiesz dlaczego tu jesteś, prawda?- spytała, przyglądając się dziewczynie.
-Powiedzmy- odparła wymijająco.
-Słucham?- Uniosła brwi ku górze.
-J a   nie wiem dlaczego tu jestem, bo według mnie nie zrobiłam nic złego. Ale oczywiście, pani, może sądzić inaczej.- Wzruszyła ramionami.
-Sądzę.
-To dobrze- powiedziała zdawkowo, bawiąc się skórką od paznokcia.
Nauczycielka ponownie westchnęła ciężko.
-Sądzisz, że rzucanie się z pięściami na koleżankę jest słuszne?- spytała, przypatrując jej się uważnie.
-Na Astorię Greengrass- odpowiedziała z powstrzymywanym uśmiechem.
-Na kogokolwiek?
-Na kogokolwiek nie aż tak bardzo, ale na Greengrass? I to wtedy? Tak.- Nie panowała nad tym, co mówi. Zaczynały zbierać się w niej emocje.
-Byłaś Prefektem Naczelnym, więc chyba nie muszę ci przypominać, że mimo wszystko to  n i e  było słuszne- powiedziała dyrektorka.
-Dokładnie, byłam. Już nią nie jestem, więc zrobiłam to, co uważałam za słuszne- odparła hardo. W tej sprawie będzie uparcie przy swoim.
McGonagall patrzyła na nią przez dłuższą chwilę z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Miona miała już dość ciągłego wytykania jej tej bójki.
-Dobrze, odstawmy tą sprawę w zapomnienie. Ale wczoraj chyba nie miałaś najlepszego dnia, prawda? Dlatego postanowiłaś go poprawić rumem porzeczkowym?- Tutaj miała już sroższy wyraz twarzy. Alkohol nigdy nie był tolerowany wśród uczniów.
-Mniej więcej- odpowiedziała w końcu Hermiona, patrząc Opiekunce Gryffindoru prosto w oczy.
Nauczycielka chyba zdała sobie sprawę, że nie dogada się z uczennicą, bo tylko powiedziała:
-Możesz iść.
"Blondynka" spojrzała na nią, jak na wariatkę.
-Słucham?- spytała.
-Możesz iść- powtórzyła.
Gryfonka chciała coś jeszcze powiedzieć, jednak się powstrzymała i jak najszybciej wyszła z gabinetu. To... było dziwne. Jeszcze nigdy McGonagall nie odpuściła komukolwiek szlabanu. Cóż... chyba nauczycielka rzeczywiście nie czuje się ostatnio zbyt dobrze.
Teraz musiała przeżyć jeszcze wieczór. I cały rok szkolny.
***
Tym razem siedziała wygodnie na kanapie z nogami wyciągniętymi na Harry'm. Brakowało tylko Ginny, której nie widziała od rana.
-Co się dzieje?- spytał Harry, który zauważył zmartwienie na twarzy przyjaciółki.
-Nic- odpowiedziała lekceważąco.
-Okey, co przed chwilą powiedziałem?- Posłał jej zwycięskie spojrzenie.
Herm wydęła usta. To zadziwiające, jak dobrze znają ją przyjaciele.
-Dobra, coś się dzieje- odpowiedziała w końcu, podkurczając nogi.
Brunet zrobił to samo. Kochał Hermionę, jak siostrę, dlatego też zawsze chciał dla niej, jak najlepiej. Nie zawszw mu to wychodziło, lecz zawsze się starał. Skinął głową na znak, że może mówić.
-Ostatnio coś się psuje między mną, a Ginny. Mam wrażenie, że nie możemy się dogadać- westchnęła. Fakt, Ruda dwa razy zawiodła jej zaufanie, ale wiadomo- nikt nie jest idealny.
-Zauważyłem. Może to dlatego, że teraz każda z was ma swoje sprawy na głowie i chce jak najszybciej się ich pozbyć- zasugerował. Chciał powiedzieć, że teraz każda z nich jest zajęta innym Ślizgonem, jednak wiedział, że to nie byłoby na miejscu.
-Może masz rację. Ale już zaczęło mi brakować naszych rozmów. Niedawno było idealnie, teraz tak jakoś...- odpowiedziała i wzruszyła ramionami.
-Wiesz, co ci powiem.- Uśmiechnął się lekko. Nie był dobry w takich rzeczach.
-Wiem, ale nie mam czasu na rozmowę z nią. I wiem też jak okropnie to zabrzmiało- skrzywiła się lekko.
Gryfon otworzył szerzej oczy. Zdawało mu się, czy Hermiona naprawdę to powiedziała?
-Nie patrz tak na mnie- jęknęła.
-Nie masz czasu na rozmowę z najlepszą przyjaciółką?- powtórzył.
-To nie tak. Po prostu tyle się teraz dzieje, że od samego rana do późnego wieczora jestem zajęta. Z resztą ona też- dodała na swoją obronę, choć wiedziała, że to nie jest żadne usprawiedliwienie.
-Też mam wiele na głowie, ale jednak z tobą rozmawiam.
-Nie oceniaj mnie, bo to właśnie próbujesz zrobić- powiedziała twardo.- Jak którakolwiek sytuacja się rozwiąże będzie mi już prościej. Wtedy odbędę z nią szczerą rozmowę, obiecuję.
-Komu obiecujesz? Mi, czy sobie?- Uniósł lekko brwi do góry.
Herm spuściła wzrok. Zdawała sobie sprawę z tego, że zachowuje się, jak zołza, bo nawet nie zauważyła kiedy zaczęło się coś psuć.
W salonie rozległ się dźwięk zegara. Wybiła siódma wieczorem.
-O, cholera!- Pacnęła się w czoło. Kompletnie zapomniała.- Muszę lecieć- zawołała wstając, a gdy zmierzała w stronę portretu Grubej Damy, odwróciła się w stronę Harry'ego.- Dziękuję- powiedziała i wyszła.
*
Była już pod kamienną ścianą, która prowadziła do Pokoju Wspólnego Slytherinu, ale po raz kolejny nie pamiętała hasła.
-Co za dzień- warknęła zła. Może teraz odrobinę się rozerwie. Zaraz, co?
Jakie Ślizgoni mogą mieć hasło? Tu jest zdecydowanie prościej, jednak jakoś nie chciało jej się myśleć. Może zaraz któryś z tych bałwanów przyjdzie jej na ratunek. Minuty leciały, a nikt się nie zjawiał.
Znudzona usiadła  na zimnej posadzce, opierając się o ścianę. Harry miał rację, nie zachowywała się jak na przyjaciółkę przystało.
-Przesuń się.- Usłyszała.
Uradowana podniosła wzrok. Zobaczyła znajome, niebieskie oczy, jednak nie wyglądały tak, jak zawsze.
-Granger, rusz się- powtórzyła zniecierpliwiona.
Miona wstała na równe nogi.
-Jade? Co ci się stało?- spytała zdziwiona.
-O co ci chodzi?- Spojrzała na nią jak na idiotkę.
-Wyglądasz...- Urwała. Wyglądała inaczej. Inne włosy, oczy i chyba nawet sylwetka. Ale może jej się wydawać.- Po co tu idziesz?- zmieniła temat. Czyżby szukała innego zajętego chłopaka?
-Nie muszę ci się spowiadać, prawda?- I nie czekając na odpowiedź weszła do środka, wcześniej szepcząc hasło.
-No nie musisz- burknęła Herm, od razu zmierzając w stronę dormitorium Malfoy'a.
Oczywiście weszła bez pukania. Tyle że tym razem czarodziej był sam, a nie z jakąś Ślizgonką.
-Przysięgam, jeśli jeszcze raz mi nie podasz hasła, nie przyjdę- powiedziała na wejściu, siadając w najbliższym fotelu.
-Myślałem, że znasz- odpowiedział, tłumiąc parsknięcie, które oznaczało, iż doskonale wiedział, że Gryfonka nie zna hasła.
-Nie mam dzisiaj czasu, bo powinnam robić coś innego, więc mów, hmm... Jakie są plany- ponaglała go. Ten czas mogłaby przeznaczyć na rozmowę z Rudą...
-Aż tak nie możesz się doczekać?- spytał wesoło, siadając naprzeciwko "blondynki".
-Chciałbyś- sarknęła, zakrywając włosami zarumienione policzki.
-Twoje rumieńce mówią, że to ty byś chciała- odciął z triumfalnym wyrazem twarzy, ponieważ twarz panny Granger stawała się coraz bardziej czerwona.
-Przestań, kretynie- fuknęła na niego.
-Piłaś coś?- spytał nagle.
-Co? Nie- odpowiedziała zdezorientowana.- A powinnam?- zapytała podejrzliwie.
-Pewnie tak.
-Czemu?- zdziwiła się.
-Bo po alkoholu rozplątuje ci się język.- Posłał jej zaciekawione spojrzenie.
-A do czego jest ci potrzebny mój język?- spytała szybciej niż pomyślała, a gdy zobaczyła odpowiedź Ślizgona, którą było spojrzenie z sugestywnie uniesioną brwią ponownie spaliła raka.- Wracając do tematu. Przecież możesz pytać. Póki co nie mam wyjścia, więc muszę jakoś ci odpowiadać.- Wzruszyła ramionami i odgarnęła włosy do tyłu.
-Ale nie ma pewności, że na wszystko odpowiesz- zauważył.
-Wtedy okaże się, że chcesz wiedzieć coś, czego wiedzieć nie powinieneś.
-Zakazane owoce są najlepsze.- Uśmiechnął się pod nosem.
-Prawda- odpowiedziała, tym razem bez purpurowych policzków.
-Grzeczna prymuska z Gryffindoru wie coś na ten temat?- Uniósł brwi do góry.
-Pozory mylą- odpowiedziała wymijająco.
-Nie zawsze.
-Zawsze. Nikt nie zna nas lepiej, niż my sami.
-Prawda- odpowiedział cicho.
-No, to pytaj- powiedziała, uśmiechając się lekko. Czyżby Draco Malfoy był jedyną osobą, z którą może porozmawiać bez pouczek, karceń i osądów? Merlinie...
-To ty jesteś mistrzynią w zadawaniu pytań- wytknął jej. Nie mógł się powstrzymać.
-Tego mógłbyś się nauczyć. Pytać. Zawsze chodzisz okrężną drogą, robisz niepotrzebne podchody... Czasem od razu jest prosto.
-Masz inne podejście do tego- powiedział po dłuższej chwili milczenia.
-No mam.- Kiwnęła głową.
-Dlatego widzisz wszystko inaczej. Chodzisz często prosto, bo życie nie wymagało od ciebie inaczej.- Wzruszył ramionami i poszedł w stronę barku.
-Jesteś pewien?- Zaczynała czuć, że potrzebuje tej rozmowy.
-Tak. Chyba.- Podał jej kryształową szklankę z brązowym trunkiem. Zabawne... Piją Ognistą, dzięki której w ogóle rozmawiają.
-I tu się mylisz, co mnie trochę dziwi. Sam o to dbałeś, wiesz to. Poza tym, to- podniosła lewy rękaw- będzie mi o tym przypominać.- Upiła łyk. Nie lubiła o tym wspominać.
-Większość, to szkolne docinki. Ty nigdy nie straciłaś siostry, bałaś się wrócić do własnego domu, widziałaś tyle złego.- Poszedł w jej ślady.
-Masz rację, ale ja też przeżywałam te "szkolne docinki".- Słowa same z niej płynęły.
-Bo jesteś słaba- powiedział powoli.
-Wiem to.- Zacisnęła usta. Najwyżej jutro będą mieli kaca na lekcjach.
-Dlatego mamy inne podejście.- Trząsł szklanką. Nigdy nie spodziewał się, że z Granger można tak porozmawiać.- Pogodziłaś się z tym, że będziesz na to patrzeć każdego dnia?- Nie zdążył ugryźć się w język. Cóż... Przynajmniej wyrównał rachunki.
Hermiona posłała mu zdziwione spojrzenie, lecz odpowiedziała prawie natychmiast.
-Tak. Nie da się zmienić przeszłości.- Głos jej się trochę podłamywał, jednak szybko nad tym zapanowała. Opróżniła szklankę do samego końca.
Smok nieco zdziwiony swoim zachowaniem podszedł do "blondynki" i lekko ją objął. Ta z początku siedziała nieruchomo, ale po chwili trochę wtuliła się w Ślizgona. To było naprawdę miłe.
-Jutro, jak będę trzeźwa, to ci podziękuję- powiedziała cicho, opierając głowę na jego torsie.
"Szatyn" uśmiechnął się pod nosem. To nie było wcale takie ciężkie i trudne. Raczej całkiem w porządku.
Po kilku minutach wstał.
-Idź spać lepiej- powiedział, kiedy zauważył, że Gryfonce lepią się oczy.
Dziewczyna podniosła się leniwym ruchem, po czym podeszła do drzwi. Zanim wyszła, odwróciła się w stronę Malfoy'a.
-Myślę, że masz troszkę prostrze włosy.- Uśmiechnęła się do niego i wyszła z pokoju.
***
Dzisiejszy dzień był ciekawy. Również pożyteczny, bo przybyło kilka informacji.
-Jestem pod wrażeniem- odezwał się ktoś, chodząc wte i we wte.
-Dziękuję- odpowiedział ktoś pokornie, choć namacalnie było czuć samozadowolenie.
-Jesteśmy blisko, choć to wszystko wydaje mi się za proste. Jak myślisz?
-Może to tylko nasze wymysły.
-Być może... Jednak nie ma zbyt wiele czasu na pomyłki, wiesz o tym?
-Wiem.
-To dlaczego je popełniasz?- warknęła pierwsza osoba, na co ta druga lekko podskoczyła.
-Nieumyślnie, naprawdę!
-Sam fakt, że one są mi się niepodoba. Wydawało mi się, że się nadajesz... Cóż, być może był to błąd.
Druga osoba zrobiła niepewny krok w przód. Potem jeszcze jeden i jeszcze kilka takich- dopóki nie zatrzymała się przed wielkim stołem.
-Co robisz?
-Podnoszę sobie poprzeczkę- odparła tajemnicza osoba i zakręciła tarczą. Uważnie śledziła [bo ta tajemnicza osoba, nie wskazuje tu plci :D~dop. Aut] wzrokiem małą, złotą kulkę, dopóki ta się nie zatrzymała. Bingo.
-Jeśli nie dasz sobie rady, zastąpię cię. Ale wtedy będą nieciekawe dla ciebie konsekwencję- powiedziała pierwsza osoba, spoglądając na tarczę.
~**~
Przepraszam:(
Nie dalam rady szybciej, staralam sie- przyczyny zdrowotne mi nie pozwalaly...
Teraz rozdzialy bedaojawiac sie, jak dawbiej- przewaznie raz w tygodniu:3
Nie wiem czy wiecie, pewnie nie, ale 28.03 minal rok, odkad postanowilam, ze zaczne pisac wlasne dramione:) Takze pewnie sie jeszcze ze mna pomeczycoe:D Ale bede sie juz troche sprezac, bo pojde na studia za kilka lat, a tu wcuaz dramione mpg nie skonczone;o
Nie przedluzam, przepraszam za bledy ale pisalam to caalutka noc:D
MOKREGO DYNGUSA ! ;_;