wtorek, 12 czerwca 2018

49. Uważaj, bo się sparzysz

Kontynuuje, przepraszam za takie opóźnienie
~**~
Następnego dnia w Hogwarcie panowały wyśmienite nastroje. Było tak chyba po każdej wizycie w Hogsmeade. Wypad ten był szczególnie przyjemny dla kilku uczniów. W Pokoju Wspólnym Gryffindoru wrzało od wesołych rozmów uczniów, którzy opowiadali sobie co ciekawsze historie z wczorajszego dnia. 
Przy kominku na jednej z kanap siedziała kasztanowłosa Gryfonka razem ze swoim najlepszym przyjacielem, rozmawiając ściszonymi głosami.
-Jak mogłeś mi nic nie powiedzieć!- Syknęła zła, nawiązując do tego, czego dowiedziała się od Malfoy'a na temat Bena.
-Nie chciałem mieszać w to za dużo osób- wyjaśnił. Już on sobie porozmawia ze Ślizgonem.
-Harry, jestem w to już dawno zamieszana, czy ci się to podoba czy nie- zauważyła, poprawiając się na kanapie.
Chłopak uniósł lekko kąciki ust ku górze. Faktycznie, miała rację. Wiedział też, że jej bystry umysł z całą pewnością pomógłby im przy rozwiązywaniu tej zagadki. Jednakże mimo to nie chciał jej aż tak wplątywać w tę sprawę. Zdążył zauważyć, że w tym przypadku bezpieczniej było mniej wiedzieć. Nie chciał, aby tym razem ona trafiła do Skrzydła Szpitalnego z powodu podtruwania.
-Masz rację- westchnął, opierając głowę o oparcie. Miał nadzieję na choć jeden spokojny rok. Ale co tam się mówi o nadziei? Kogo jest matką?
-Oczywiście, że mam. Dlatego też powinieneś się cieszyć, że będę wam teraz pomagać- zaświergotała, posyłając mu długie spojrzenie. 
Uwielbiała rozwiązywać wszelkie zagadki. Również była świetna okazja, aby zająć czymś myśli. No i spędzi więcej czasu z Harrym. I niestety Malfoy'em. I niestety już do tego przywykła.
Gryfon przyjrzał się jej uważnie. Ostatnimi czasy bardzo zastanawiało go jej zachowanie. Zbyt entuzjastycznie podchodziła do kontaktu z tlenionym Ślizgonem.
-Jesteś pewna, że tylko o to ci chodzi?- Spytał mimochodem, czując, że to dość ofensywne pytanie.
-Co masz na myśli?- Zrobiła zdziwioną minę. Oczywiście, że tylko o to, o co jeszcze mogłoby jej chodzić?
-Nic, tak sobie głośno myślę.- Wzruszył ramionami.- Czyli mówisz, że spędziłaś wczoraj prawie całe wyjście z Malfoy'em?- Uniósł jedną brew ku górze.
Hermiona zrobiła oburzoną minę. Przecież to wcale nie było tak.
-Och, chciałabym ci przypomnieć, kto mnie do tego zmusił- sarknęła, a chłopak lekko się zmieszał.
-Co nie zmienia faktu, że nie protestowałaś- odparł na swoją obronę. Poza tym, Herm była mu to winna.
-Jak to nie!- Obruszyła się, a kilka osób spojrzało na nich z zaciekawieniem.
-Oboje wiemy, że jakbyś chciała, to mogłabyś  skutecznie zaprotestować.- Uśmiechnął się do niej w stylu "i tak wiem swoje". 
Dziewczyna prychnęła pod nosem. Przecież nie wyszła z nim z tej kawiarni z własnej i nieprzymuszonej woli. Zarzuty Harry'ego były bezpodstawne. Przecież wiedział, jak ten Ślizgon działał jej na nerwy.
-Chciałam dać szansę twojej randce z wiecznie niezadowoloną Ślizgonką- odcięła się, zgarniając oburzone spojrzenie od przyjaciela. Nie będzie ukrywać, iż nie ma z tą dziewczyną przyjaznych stosunków.
-Nie musisz być taka uszczypliwa.
-Muszę.- Ewidentnie za dużo czasu spędzała z Malfoy'em.
Harry przemilczał tę uwagę. Zauważył jej wyczekujące spojrzenie. Po raz kolejny westchnął. Zdecydowanie brakowało Hermionie przyjaciółki.
-Rozumiem, że czekasz, aż ci opowiem wszystko?- Zapytał, licząc na negatywną odpowiedź.
-Dokładnie tak.- Uśmiechnęła się do niego słodko, wyciągając nogi przed siebie.
-Nie ma co opowiadać.- Wzruszył ramionami.
-Jak to nie ma?- Zrobiła minę, która świadczyła, iż nie do końca zrozumiała, co właśnie powiedział.
-Po prostu rozmawialiśmy. I chyba zakopaliśmy nasz topór wojenny.- Na jego usta wkradł się lekki uśmiech. Nie mógł zaprzeczyć, że wczoraj miło spędził czas z Pansy. Co go niezmiernie cieszyło.
-Dziwne rzeczy dzieją się w tym roku w Hogwarcie. Gryffindor i Slytherin niebezpiecznie licznie się jednoczy- zauważyła, udając przerażoną, po czym oboje parsknęli. Cieszyła się, że Harry w końcu doszedł do porozumienia z Parkinson. Mimo iż to była Parkinson.
-Sama w tym uczestniczysz- przypomniał jej, za co oberwał poduszką.
-Wcale nie. To zupełnie co innego- burknęła. Czemu każdy jej insynuował coś, co nie było prawdą. Oczywiście nie wspomniała Harry'emu nic na temat ostatniego szlabanu, bo to by tylko pogłębiło jakieś jego dziwne aluzje.
-Nie wątpię- mruknął pod nosem.
-Hm?- Spytała, gdyż na jego szczęście nie dosłyszała.
-Nie nic- odparł niewinnie.
***
-Na dzisiejszej lekcji spróbujecie uważyć Eliksir Spokoju. Sądzę, iż wielu z was się przyda- dodał bardziej do siebie niż do uczniów.- Wszystkie instrukcje są na tablicy. Powodzenia!
Profesor Crake usiadł za biurkiem, bacznie przyglądając się siódmoklasistom. Zdążył zauważyć, że podczas tej lekcji przy niektórych ławkach było dość... ryzykownie.
Hermiona mimo poniedziałkowej wczesnej godziny od razu chwyciła po podręcznik, aby zabrać się do warzenia eliksiru. W przeciwieństwie do jej partnera, który zmęczony podpierał ręką głowę.
-Masz zamiar obijać się całą lekcję?- Spytała z dezaprobatą, podpalając palnik.
-Dzień dobry, Granger. Ciebie też miło widzieć.- Zignorował jej uwagę, posyłając jej długie spojrzenie.
-Nigdzie nie powiedziałam, że mi miło- odpowiedziała uszczypliwie, nawet na niego nie patrząc.
-Umiem czytać między wierszami- odparł, prostując się na swoim krześle. Każda minuta spędzana z nią musiała być dobrze wykorzystana. Czasu miał coraz mniej, a wciąż nie osiągnął do końca tego, co miał osiągnąć.
Gryfonka wywróciła tylko oczami, nie odpowiadając. Ich rozmowy bardzo często obierały taki tor, dlatego też wiedziała, jak należy reagować. Przeczytała podręcznik i zmarszczyła lekko czoło. Nie podobało jej się, że akurat ten eliksir musiała przyrządzać z takim partnerem.
-Jest napisane, że trzeba odmierzać składniki pewnie, bo przy drżeniu ręki wywar spowoduje głęboki sen, z którego można się nie wybudzić- zaczęła, jednak nie było dane jej dokończyć.
-Tak, umiem czytać, Granger.
-Wolałam się upewnić- sarknęła.- Dlatego też dzisiaj choć raz możesz mi nie przeszkadzać i zająć się przygotowywaniem sproszkowanego kamienia księżycowego- zarządziła, wiążąc swoje niesforne loki, co wyeksponowało jej szyję. Nie uszło to uwadze chłopaka.
-Dlaczego ja mam się tym zająć, a nie ty?- Uniósł jedną brew ku górze.
-Ponieważ ja zajmę się odmierzaniem składników i wrzucaniem ich do kociołka- odpowiedziała, jakby to było oczywiste.
-Dlaczego to ty masz się tym zająć?- Nie chciał, aby to ona wykonywała najtrudniejszą część pracy, potem zgarniając za to laury.- Sądzisz, że potrafisz skupić się bardziej ode mnie nad tym eliksirem?
-Tak, właśnie tak sądzę.- O co mu znowu chodziło. Czy zawsze musi mieć jakieś ale?
-Zamieńmy się.- Podstawił jej deskę ze składnikami.
-Musisz ciągle zachowywać się jak dziecko?- Syknęła. Naprawdę chciała dobrze wykonać to zadanie, a była pewna, że w inny sposób będzie to niemożliwe.
-A ty musisz ciągle zachowywać się jakbyś pozjadała wszystkie rozumy?- Odbił zgrabnie piłeczkę, co dziewczyna przyjęła z głośnym prychnięciem.
-Dobrze, zamieńmy się- powiedziała zła, zabierając od niego składniki.- Ale potem nie płacz, jak zrobisz sobie długą drzemkę.
-Świetnie- odpowiedział głośniej niż chciał, bo para siedząca obok spojrzała na nich z zaciekawieniem.
-Świetnie- przedrzeźniła go, siekając składniki. Jeszcze zobaczy, jak będzie mógł się skupić.
Przez pierwszą część lekcji pracowali w ciszy. W sumie to Hermiona pracowała. Zajęła się przygotowaniem syropu z ciemiernika, sproszkowanych kolców jeżozwierza i rogu jednorożca. Musiała przyznać, że te składniki były imponujące. Zadziwiające, że profesor Crake ufał im na tyle, że zlecał im takie trudne eliksiry. Szkoda, że młodszy Malfoy nie ufał jej na tyle, by bez przerwy jej nie pouczać, jak powinna kroić.
-Może sam pokroisz ostantią porcję?- Warknęła, kierując w jego stronę duży nóż.
Dla pewności Ślizgon odchylił się lekko do tyłu. Nie to żeby się jej bał, czy coś. Po prostu przezorny zawsze ubezpieczony.
-Przykro mi, Granger, ale podział obowiązków musi być sprawiedliwy- odpowiedział poważnie.
Dziewczyna zazgrzytała głośno zębami, ale nie skomentowała tego. Ze złością pokroiła ostatnią porcję kolców, po czym z impetem podsunęła mu wszystkie składniki.
-Powodzenia, blondyneczko- powiedziała zgryźliwie, uśmiechając się przesadnie. Pora się zrewanżować.
Chłopak zrobił urażoną minę, ale nic nie odpowiedział. Zaczął czytać po kolei instrukcję. W porządku, musi być po prostu skupiony. Gdy podnosił rękę z pierwszym składnikiem usłyszał obok siebie głośne ,,Och!" Hermiony, na co skrzywił się i odstawił wszystko na stół.
-Co?- Odwrócił się ze złością do wyraźnie rozbawionej Gryfonki.
-Nic, coś mi się wydawało po prostu- odparła niewinnie, starając się ukryć uśmiech samozadowolenia.- Nie przeszkadzaj sobie.- Machnęła ręką, prawie parskając na widok miny Ślizgona.
Draco posłał jej spojrzenie, które mówiło, że nie wierzył jej ani trochę, ale powrócił do wcześniej wykonywanej czynności. Wie, co ona kombinuje, ale nie uda jej się. Takie dziecinne zagrywki nie zrobią na nim wrażenia. Po raz drugi podniósł rękę ze sproszkowanym kamieniem księżycowym i gdy już miał go wrzucać do kociołka ponownie usłyszał głos jego partnerki.
-Godryku, jak tu gorąco od tego kociołka- westchnęła, wachlując się ręką.
Draco odwracał się z zaciętą miną. Hermiona gdy tylko to zauważyła, odpięła od niechcenia dwa guziki swojej koszuli. Te dwa zdecydowanie wystarczyły, by Ślizgon przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko do siebie. Nie sądziła, iż Malfoy jest taki banalny w obsłudze. I że może tak na nią reagować. To już było zastanawiające.
-Coś nie tak, Malfoy?- Spytała niewinnie.
Ślizgon zmierzył ją uważnym spojrzeniem, zatrzymując dłużej wzrok w okoliacach jej odpiętych guzików. Musiał przyznać, iż to było iście ślizgońskie zagranie. Oczywiście nie żeby narzekał. Spojrzał jej w oczy, unosząc jeden kącik ust ku górze.
-Ależ nie, Granger. Wszystko jest w jak najlepszym porządku- powiedział powoli, co wywołało lekki rumieniec na twarzy dziewczyny.
Nie uda mu się jej speszyć. Skoro był taki pewien, że da radę zachować skupienie, to czemu wciąż zwracał na nią uwagę?
-Zostało wam ostatnie pół godziny lekcji, radzę wam się pospieszyć!- Zawołał nauczyciel, wstając ze swojego miejsca, aby przejść się po klasie.
-Radzę ci się pospieszyć, Malfoy- skomentowała, posyłając mu triumfalny uśmiech.
Kolejna próba wrzucenia składników skończyła się porażką, spowodowaną pojawieniem się profesora obok ich stanowiska pracy.
-Jeszcze nie skończyliście?- Spytał zdziwiony.
Draco z impetem odłożył składniki na stół, patrząc na wuja z irytacją. Jak on miał pracować w takich warunkach?
-Chyba potrzebny jest spokój, prawda?- Zapytał, zaciskając zęby ze złości. Czasami miał wrażenie, że nauczyciel celowo robił mu na przekór przez wiedzę o zakładzie.
Hermiona odwróciła głowę w drugą stronę, aby ukryć swoje rozbawienie. Zapowiadał się dobry dzień.
-Wydaje mi się, że przed moim przyjściem też mieliście sporo czasu- odparł z tonem, który miał zakończyć dalszą pyskówkę Ślizgona.
 Jednak ten za wiele sobie z tego nie zrobił.
-Gdyby moja partnerka wciąż nie przeszkadzała, to nie byłoby takiego problemu.- Próbował się wybronić, a na twarzy Marona pojawił się kpiący uśmiech.
-Myślałem, że towarzystwo panny Granger jest ci na rękę- powiedział ciszej, tak aby tylko Draco go usłyszał, po czym odszedł od ich stolika.
Chłopak wypuścił powoli powietrze z ust. Nie sądził, że ten zakład tak zainteresuje kogoś poza nim i Blaisem.
-Czas ci ucieka, Malfoy.
Głos dziewczyny wyrwał go z zadumy, przez co lekko się wzdrygnął. Spojrzał na nią lekko zdziwiony. Przecież nie wiedziała nic o tym zakładzie...
-Eliksir, Malfoy- dodała, widząc niezrozumienie na twarzy chłopaka.
Blondyn przyjął to bez słowa i ponownie zabrał się do warzenia wywaru. Jeśli po raz kolejny mu przeszkodzi może być pewna, iż to jej głowa znajdzie się w tym kociołku. Wziął do ręki odpowiednią porcję sproszkowanego kamienia księżycowego, a następnie ustawił ją nad wrzącą wodą. Odczekał chwilę, by upewnić się, że Gryfonka nic nie kombinuje, jednak ta siedziała bez ruchu. Wstrzymał lekko oddech i wrzucił składnik do kociołka. Woda lekko zabulgotała, następnie zmieniła kolor na zielony. Uśmiechnął się lekko pod nosem, gdyż było to zgodne z instrukcją zawartą w podręczniku. Zaczął mieszać miksturę, aby przybrała niebieską barwę. Jeśli teraz wszystko będzie szło sprawnie to była szansa, że zdążą. Bingo, niebieski. Dostrzegł kątem oka, iż dziewczyna przyglądała mu się w skupieniu.
-A nie mówiłem, że dam sobie radę?- Spytał ironicznie, sięgając po kolejny składnik.
-O ile się nie mylę, to jeszcze masa pracy przed tobą- zauważyła zgryźliwie. Zobaczymy, czy dalej też będzie taki skupiony.
Draco zauważył lekki uśmiech na twrzy dziewczyny, co nie do końca mu się podobało w obecnej sytuacji. Wziął do ręki drugą porcję sproszkowanego kamienia księżycowego i już chciał go wrzucić do kociołka, gdy ona po raz kolejny musiała mu to udaremnić.
Hermiona niby niechcący zahaczyła swoją stopą o łydkę Ślizgona. Nie byłoby w tym nic takiego, gdyby nie sposób w jaki to zrobiła. A był to zdecydowanie ten sposób, który miał prawo rozproszyć chłopaka.
Draco wciągnął głośno powietrze i spojrzał na nią z wyrzutem. Kto wobec kogo miał się tak zachowywać, bo chyba role zaczynały się odwracać.
-Och, przepraszam- powiedziała udając skruchę, gdy zauważyła jego mordercze spojrzenie.- Przypadkiem, myślałam, że to moje krzesło- dodała całkowicie poważnie, zachowując niewinny wyraz twarzy.
Ślizgon przeniósł swoje spojrzenie z niej na kociołek, ponownie na nią i po raz kolejny na kociołek, głęboko nad czymś się zastanawiając, co nie za bardzo jej się spodobało.
-Piętnaście minut do końca!- Zawołał głośno profesor znad swojego biurka.
-Przysięgam, jeszcze raz w jakiś sposób mi przeszkodzisz, to na następnej lekcji już się nie zobaczymy- powiedział ściszonym głosem, na co tylko wywróciła oczami.
-Nie ma problemu, rób swoje- zapewniła go, rozsiadając się wygodniej na krześle.
Blondyn zmrużył oczy, ale wrócił do wcześniej wykonywanej czynności. Wziął po raz kolejny składnik i chciał go wrzucić do kociołka. Jednak po raz kolejny tego nie zrobił.
Gryfonka postanowiła rozpuścić swoje długie włosy, czego nie dało się nie zauważyć. Założyła nogę na nogę, poprawiając dłonią swoją bujną fryzurę i przygryzając lekko dolną wargę w bardzo nieprzyzwoity sposób. Sama była w szoku, jak łatwo przychodziły jej do głowy  takie tanie kobiece triki oraz z jaką łatwością skutecznie je wykonywała.
-Granger!- Warknął na tyle głośno, by zwrócić na siebie uwagę wszystkich obecnych w klasie. Jak ona mogła się tak zachowywać? Albo jak mogło go to wyprowadzać z równowagi?
-Skąd ten nieprzyjazny ton?- Spytała urażona, zaprzestając swoim czynom.
-Przestań w końcu!- Powiedział zły, tym razem ciszej, aby nie robić przedstawienia.
-Przestać co?- Skrzyżowała ręce na piersiach, udając, że nie ma pojęcia o czym mówił.
Wciąż cała klasa miała utkwiony w nich wzrok. Ta dwójka dawno nic ciekawego nie wymyśliła podczas lekcji, dlatego też każdy uznał, iż powracają do starych nawyków.
-Dobrze wiesz co- syknął przez zaciśnięte zęby. Czy ona zawsze musi być taka nieznośna?
-Nie mam pojęcia- odparła niewinnie, uśmiechając się słodko.
-Jeśli nie przestaniesz, to z pewnością będę miał to na uwadzę podczas następnego szlabanu- powiedział z chytrym uśmieszkiem. Nie było już żadnych szans, że uda mu się skończyć ten eliksir. Już on jej się odpłaci za to.
Hermiona prychnęła pod nosem. Jest pewna, iż Malfoy i bez tego próbowałby czegokolwiek na najbliższym szlabanie.
-Chyba jesteś trochę przewrażliwiony.- Pokręciła głową, odwracając się ponownie przodem do tablicy.
Natomiast Ślizgon szybkim ruchem zbliżył swoją twarz do jej twarzy. Teraz mógł usłyszeć, jak jej oddech znacznie przyśpieszył, co wywołało lekki uśmiech na jego twarzy. Uniósł swój wzrok, przenosząc go na nią, co również spowodowało widoczne speszenie u dziewczyny.
-I kto tu jest przewrażliwiony, co Granger?- Szepnął, po czym odsunął się, czując na sobie wzrok innych.
Gryfonka cicho wypuściła powietrze z płuc, poprawiając się na krześle. Czy on już do reszty zgłupiał, żeby zachowywać się tak w klasie pełnej uczniów?
-Dziecinada- skomentowała, nawet na niego nie patrząc. Jej spojrzenie było utkwione we wskazówce zegara, która była coraz bliżej i bliżej.
-Och, racja. Z naszej dwójki to zdecydowanie ja zachowywałem się dzisiaj dziecinnie- zironizował.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Chwilę później nauczyciel wstał ze swojego miejsca, obchodząc klasę.
-Koniec lekcji, swoje eliksiry umieście w flakonach. Następnie połóżcie je na moim biurku- zarządził, podchodząc do ławki Dracona i Hermiony.
Mina od razu mu zrzedła, gdy zobaczył kolor mikstury.
-Sądziłem, że stać cię na więcej, Draco- skomentował, oddalając się od ich stanowiska.
Gryfonka zachichotała pod nosem, obserwując irytację na twarzy chłopaka.
-Chyba jednak nie potrafisz skupić się tak, jak myślałeś, co Malfoy?- Spytała cicho, puszczając mu oko.
Oboje zaczęli pakować swoje rzeczy. Nie cierpiał w niej tego, że zawsze musiała postawić na swoim i udowadniać, że jest w czymś lepsza. Dziwiło go jednak, że jeszcze nie zauważyła, iż zawsze jej się odpłacał. Choć w sumie nie do końca był pewien, czy czasami nie robiła tego z pełną premedytacją. Miał wrażenie, że ich sprzeczki weszły już do codziennej rutyny. Niepokoił go jednak fakt, że przyzwyczaił się do tego.
Dziewczyna zmierzała już w stronę drzwi pełna satysfakcji, że udowodniła swoją rację- fakt faktem kosztem swojej oceny, ale czego się nie robi, dla zdenerwowania Malfoy'a- kiedy poczuła, że ktoś ją złapał za rękę, uniemożliwiając dalszą drogę. Nie musiała się odwracać, aby wiedzieć kto za tym stał. Malfoy pociągnął ją w swoją stronę, co skomentowała tylko wywróceniem oczu.
-Zobaczymy, czy ty zawsze potrafisz się skupić- powiedział cicho, po czym puścił jej rękę i wyszedł z klasy, nie czekając na jakąkolwiek reakcję.
Hermiona zmrużyła oczy. Nie podobało jej się to. Wiedziała, że mogło to oznaczać cokolwiek. A to nie wróżyło niczego dobrego. Z dalszych przemyśleń wyrwało ją głośne chrząknięcie. Wtedy zdała sobie sprawę, iż wciąż stała w klasie, gdzie został tylko nauczyciel, bacznie jej się przyglądający. Uśmiechnęła się speszona, a następnie opuściła lochy.
***
Następnego dnia w Wielkiej Sali jak zwykle wrzało od rozmów uczniów. Przy stole Gryffindoru panowała niezmiennie napięta atmosfera. Ginny siedząca naprzeciwko Hermiony starała się ją ignorować. Zaś Harry po raz kolejny był w niezręcznej sytuacji, czekając na ich dzisiejsze spięcie. Choć musiał przyznać, że od ostatniego wyjścia do Hogsmeade ani razu nie był świadkiem ich kłótni. Liczył, iż był to dobry znak, oznaczający szybkie pojednanie.
-I jak wczorajszy eliksir?- Spytał Hermiony, unosząc kąciki ust ku górze. On również z zaciekawieniem przyglądał się poczynaniom przyjaciółki i Ślizgona.
-Słyszałeś i widziałeś.- Wzruszyła ramionami, sięgając po tosta z dżemem. Przeczuwała do czego zmierza ta rozmowa.
-Nie dało się nie zauważyć- mruknął, upijając duży łyk soku dyniowego.
Herm przeżuwała powoli śniadanie, nie odpowiadając. Ile razy ma mu jeszcze tłumaczyć, że nic nie ma między nią a Malfoy'em?
-Widzę, że coraz lepiej się dogadujecie- dodał mimochodem, zerkając na nią z ukosa.
-Kto by się spodziewał- wymamrotała Ginny pod nosem, dłubiąc w swoim talerzu widelcem.
Miona zmrużyła oczy. O ile ją pamięć nie myliła, to wciąż nie rozmawiały.
-Chcesz coś jeszcze dodać?- Zapytała, odkładając tosta.
Harry westchnął cicho. A zapowiadało się takie spokojne śniadanie.
Gin również odłożyła swoje sztućce, przyglądając jej się uważnie.
-Ile jeszcze takich przedstawień, jak dzisiaj, będzie zanim zrozumiesz, że wpadasz w najzwyklejszą pułapkę?- Po ostatniej wizycie w Hogsmeade nie miała żadnych wątpliwości. Zwracała większą uwagę na zachowanie Ślizgona, a wczorajsza lekcja eliksirów nie zawiodła.
-Od kiedy znowu interesujesz się tym, co robię?- Spytała z wyrzutem i wydawało jej się, że przez twarz rudowłosej przemknął dziwny cień.- I poza tym, w nic nie wpadam. O co wam wszystkim chodzi?- Dodała już lekko zirytowana.
-Nie możesz zaprzeczyć, że twoje relacje z Malfoy'em są hm... tak dobre, jak nigdy wcześniej.- Cieszył się, iż nie tylko on tak uważał. Natomiast nie wiedział w jakim kierunku cała ta sprawa zmierzała.
-Och, wydaje mi się, że mieliśmy po powrocie do szkoły unikać konfliktów z innymi domami. I nagle, gdy tak robię każdemu to przeszkadza- obruszyła się. Nie rozumiała o co to całe zamieszanie. Fakt, czasem sytuacja zachodziła za daleko, ale nie sądziła, iż będzie o to taki szum.
-Malfoy'owi nie- zironizowała Ginny z cwanym uśmieszkiem, nadziewając pomidora.
-I co takiego wymyśliłaś, Sherlocku?- Założyła nogę na nogę, wbijając w nią ostre spojrzenie i widząc, że Gryfonka nie do końca wiedziała co oznacza słowo Sherlock.
Gin przez chwilę zastanawiała się, co odpowiedzieć. Tak naprawdę nie wiedziała o co chodzi, jednakże wiedziała, że coś było na rzeczy. Oraz że Hermiona coraz więcej czasu spędzała z tym Ślizgonem, co niosło ze sobą pewne konsekwencje.
-Nie mów, że niczego nie zauważyłaś.- Nie sądziła, iż Hermiona może być taka łatwowierna w stosunku do Ślizgona.
-Och, bo Ben znowu coś zainsynuował?- Spytała, a widząc uniesioną brew Gryfonki, dodała.- Chyba ty nie zauważyłaś, że on miesza między nami wszystkimi- powiedziała zirytowana. Od kiedy słuchały, co McPersow mówił?- Z resztą, Malfoy nie byłby aż tak głupi, by ryzykować przed rozprawą ojca, gdzie zeznaję.- Wzruszyła ramionami. Rozmawiała z nim na ten temat w kawiarni, gdzie wszystko jej wyjaśnił. Teraz chciała dowiedzieć się jak najwięcej na temat tych dziwnych wydarzeń, za którymi prawdopodobnie stał Ben.
-Jak wolisz- odparła obojętnie, kończąc swoje śniadanie.- Pamiętaj, że tym razem cię uprzedzam- dodała kwaśno, po czym wzięła swoją torbę i ruszyła w stronę drzwi.
Hermiona odprowadziła ją wzrokiem. Szkoda, że jej nie uprzedziła, gdy wiedziała coś konkretnego na temat Rona, czy Bena. Teraz po prostu przemawiała przez nią niechęć do niej. Przeniosła spojrzenie na Harry'ego, który również na nią patrzył.
-No co?- Spytała z wyrzutem.- Sam wiesz, że Ben robi wszystko co tylko może, aby namieszać.- Upiła duży łyk kawy. Rozumiała, że się martwili, ale przecież nie było żadnych powodów do obaw. No, poważniejszych powodów.
-To prawda.- Zgodził się, kiwając głową. Sam już nie wiedział, która z przyjaciółek bardziej go przekonała.- Po prostu bądź ostrożna i tyle.- Nie może przecież mówić jej co ma robić. Była dorosła i to było jej życie. Jednak, jak na dobrego przyjaciela przystało, będzie jej udzielał rad. Poza tym, zdawał sobie sprawę, iż faktycznie mogła być to tylko jedna z wielu zagrywek Bena. W końcu sami nad tym pracowali.
Hermiona uśmiechnęła się lekko i wywróciła oczami. Cieszyła się, że chociaż on nie będzie za wszelką cenę udowadniać, że daje się zwodzić.
-Mam sytuację pod kontrolą- odpowiedziała, wracając do swojego śniadania.
***
Mimo iż był środek października i pogoda nie była za słoneczna, to wciąż sporo uczniów spędzało czas na błoniach. Szczególnie uczniowie piątej i siódmej klasy, którzy mieli dosyć przesiadywania w murach szkoły, gdzie mieli nawał nauki związany z czekającymi ich egzaminami.
Hermiona wraz z Harrym siedzieli pod jednym z drzew, korzystając z tego, że akurat nie padało. Mieli przerwę między lekcjami, więc uznali, iż spędzą czas tutaj. Również na błoniach trudniej było podsłuchać czyjąś rozmowę, niż w Pokoju Wspólnym.
-A na jakiej podstawie ustalaliście kolejność?- Dopytywała. Cieszyła się, że może wziąć udział w tej zagadce.
-Już ci mówiłem. W takiej kolejności każdy dostawał wiadomości lub działo się coś dziwnego.- Przetarł twarz rękoma. Był już zmęczony tym tematem, ale wiedział, że szczególnie teraz, gdy Herm o wszystkim wiedziała, nie ma szans, aby go odpuścić.
-No tak, ale nie sądzisz, że mogliście coś ominąć?- Była pewna, że coś przeoczyli.
-Na przykład co?- Zmieszał się, na to pytanie. Sądził, że każde z nich nie było do końca szczere wobec reszty.
-Wydaje mi się, że Malfoy nie powiedział wszystkiego, co powinien- zasugerowała. Wyciągnie od niego tę informację za wszelką cenę.
-Doprawdy?- Usłyszeli za sobą.
Oboje, jak na komendę odwrócili się i zobaczyli blond Ślizgona, który opierał się nonszalancko o drzewo, pod którym siedzieli. Miał utkwiony tajemniczy wzrok w Gryfonce.
-Och, na dodatek zacząłeś podsłuchiwać czyjeś rozmowy- odparła zgryźliwie. Niektóre jego nawyki niezmiernie ją irytowały.
-Powinnaś się cieszyć, że to ja, a nie McPersow. Sądziłem, że jesteś bardziej rozważna.- Wzruszył ramionami. Musiał nadrobić zaległości w denerwowaniu jej.
Miona prychnęła pod nosem. Co oni wszyscy mieli do jej rozwagi? Już chciała mu coś odpowiedzieć, lecz uprzedził ją przyjaciel.
-Malfoy ma rację. Każdy mógł nas podsłuchać, powinniśmy rzucić zaklęcie wyciszające.- Niestety, musiał się z nim zgodzić.
Draco uśmiechnął się triumfalnie nie tyle, co na słowa Pottera, ale na widok niezadowolonej miny Gryfonki.
-Co nie zmienia faktu, że coś ukrywa- odpowiedziała bojowo. Przecież nie przyzna mu racji.
Chłopak wywrócił oczami. Zdawał sobie sprawę, iż dziewczyna nie odpuści, ale będzie musiała się nieźle nagimnastykować, żeby dowiedzieć się. A jemu było to bardzo na rękę.
-A ty o wszystkim powiedziałaś?- Prześwidrował ją spojrzeniem, na co lekko się speszyła.
-Oczywiście- odparła odrobinę za szybko.
Pozostała dwójka posłała jej zaciekawione spojrzenie, a ta zaczęła skubać skórkę przy paznokciu. Nic złego przecież nie zrobiła, aby musiała tłumaczyć się ze wszystkiego.
-Może się mylę, ale jeśli żadne z nas nie będzie ze sobą do końca szczere, to kiepsko widzę rozwiązanie tej zagadki- powiedział Harry tonem znawcy, rozsiadając się wygodniej na trawie.
-Gdybyś nie zauważył, teraz nie wszyscy ze sobą rozmawiają. Więc sytuacja jest jeszcze bardziej utrudniona- rzekł Malfoy. Był pewien, że Blaise wiedział coś ciekawego na ten temat, jednak wezwanie ich do McGonagall uniemożliwiło mu powiedzenie, czego się dowiedział.
-Nie możecie się z nimi po prostu pogodzić?- Naprawdę chciał, aby ta mała wojna dobiegła już końca. Dla wszystkich było to już aż za bardzo męczące.
-A widziałeś, co się działo na śniadaniu?- Sarknęła. Przecież ona chciała zakopać ten topór wojenny, między nią, a Ginny. Jednak tamta w ogóle nie chciała z nią normalnie rozmawiać.
-Ja też już wielokrotnie przepraszałem- dodał na swoją obronę.
Gryfoni rzucili mu pobłażliwe spojrzenie.
-Przepraszałeś, czy broniłeś się, że nic złego nie zrobiłeś?- Spytał Harry, który nie do końca mógł sobie wyobrazić Ślizgona błagającego kogoś o wybaczenie z poczuciem winy.
Hermiona parsknęła cicho pod nosem, również nie będąc przekonaną, czy Malfoy mówił całą prawdę.
Blondyn chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie zamknął usta. Może nie do końca przeprosił Blaisea, ale przecież on nie zrobił nic aż tak poważnego. Choć musiał przyznać, iż miał już dość tej ciszy, która między nimi panowała.
Dla Harry'ego ten brak odpowiedzi był oczywistą odpowiedzią.
-Jeśli chcemy ruszyć dalej w tej sprawie, to nie macie innego wyjścia, jak zacząć rozmawiać z Gin i Zabinim.
Nic mu nie odparli, tylko zrobili kwaśne miny. To było chyba znacznie trudniejsze zadanie, niż rozgryzienie Bena. Ale wiedzieli, że miał rację. Najwyższa pora, aby zakończyć to przedstawienie i schować dumę do kieszeni.
-Zgoda- odburknęli jednocześnie.
-Świetnie- odparł radośnie, podnosząc się ze swojego miejsca.- Radziłbym wam zacząć, jak najszybciej.
-A ty dokąd?- Spytała, marszcząc czoło. To oznaczało, że zostawi ją samą z Malfoy'em.
-Muszę iść do McGonagall w sprawie treningów do Quidditcha- powiedział i ruszył w stronę zamku.
Dziewczyna westchnęła cicho i oparła się wygodniej o pień drzewa. Chyba powinna trochę ograniczyć ilość spędzanego czasu ze Ślizgonem. Jednak, o zgrozo, nie przeszkadzało jej to tak, jak powinno. Przymknęła lekko oczy, rozmyślając nad tym, co powiedział Harry. Naprawdę chciała zażegnać konflikt z Gin, jednakże wiedziała, że to nie będzie takie łatwe. Ruda miała swoją dumę, którą ciężko było schować jej do kieszeni.
Usłyszała obok siebie szelest, domyślając się, iż blondynowi znudziło się stanie i postanowił zająć miejsce niedaleko niej. Uchyliła jedną powiekę, aby sprawdzić, czy się myli. Oczywiście nie myliła.
-Jak zamierzasz udobruchać Rudą?- Zagadał, posyłając jej zaciekawione spojrzenie.
Gryfonka wzruszyła ramionami. Wypróbowała już chyba każdy możliwy sposób.
-W Hogsmeade nie wyglądała już na taką obrażoną. Może jest jakaś szansa.
Draco lekko się skrzywił na wspomnienie tamtej sytuacji. Nie dość, że McPersow nawiązał do Victorii, to po raz kolejny do zakładu jego i Blaisea. Jeśli Ruda nie była taka głupia, to z całą pewnością zwróciła na tamte słowa większą uwagę. Nie ukrywał, że z drugiej strony obecna sytuacja była mu na rękę, gdyż mógł spędzać więcej czasu z Gryfonką, dzięki czemu był coraz bliżej wygranej. A czasu miał coraz mniej.
-Racja, dawno nie oberwałaś sokiem na posiłku- odparł uszczypliwie, widząc jej kwaśny uśmiech.
-Och, naprawdę zabawne- sarknęła, krzywiąc się na tamto wspomnienie.- Sądzę, że ciebie czeka trudniejsze zadanie do wykonania.
-Dlaczego?- Uniósł brwi ze zdziwienia. Przecież to zawsze dziewczyny obrażają się o byle co na czas bliżej nieokreślony. Widział to zjawisko wielokrotnie na przykładzie Pansy.
-Bo ty to ty- odparła niedbale. Widziała w tym sposobie nikłą szansę, na wydobycie najmniejszych informacji.
-Co znaczy bo ty to ty?- Obruszył się. O co tym razem jej chodziło?
Hermiona ukryła lekki uśmiech rozbawienia, który wkradł jej się na usta. Malfoy mimo swojego wieku potrafił zachowywać się, jak małe dziecko.
-No wiesz- zaczęła przeciągle, czym zwróciła na siebie jeszcze większe zainteresowanie chłopaka.- Ja z nią najzwyczajniej w świecie szczerze porozmawiam. A ty...- Urwała z posępną miną, udając, że głęboko nad czymś się zastanawia.
-Ciekaw jestem, czy ta zwykła szczera rozmowa po kilkunastu próbach w końcu przyniesie ci jakieś efekty- zironizował, lecz zignorowała jego kąśliwą uwagę.- A ja co?- Dodał, gdy dotarł do niego sens całej wypowiedzi.
-Szczera rozmowa i Draco Malfoy automatycznie wzajemnie się wykluczają- odpowiedziała, kręcąc rozbawiona głową na widok urażonej miny Ślizgona.
-Miałaś okazję doświadczyć jej więcej razy, niż byś się kiedykolwiek spodziewała- odpowiedział z wyrzutem. Pomijając oczywiście fakt, iż o najważniejszej rzeczy nie miała pojęcia. Ostatnio coraz częściej zastanawiał się, jak będzie wszystko wyglądać po dniu balu.
Herm wbrew sobie prychnęła pod nosem. Jakoś nie chciało jej się w to wierzyć. Malfoy zawsze nawet połowy nie mówił tego, co miał powiedzieć. Mimo iż faktycznie, odrobinę zbliżyli się do siebie i coraz częściej dostrzegała, że ściągał maski, to i tak wciąż traktował ją z dystansem.
-Jasne.- Wywróciła oczami. Było tak wiele rzeczy, o których chciała się od niego dowiedzieć. Zaś on zawsze urywał tego typu rozmowy. Więc jak można tu mówić o szczerej rozmowie?
-Cały czas chodzi ci o tę rozmowę z kawiarni w Hogsmeade?- Spytał zrezygnowany.
-Dokładnie tak- zaświergotała. Nie odpuści tego. Skoro podobno jest z nią taki szczery, to chętnie dowie się, co ma na swoim sumieniu.
Blondyn zawahał się przez chwilę, po czym dał jej sygnał, aby się przybliżyła. Dziewczyna chętnie nachyliła głowę, czekając aż zaraz usłyszy mroczny sekret Malfoy'a. Natomiast na usta Ślizgona wkradł się wredny uśmiech, którego już nie mogła zauważyć. Zbliżył swoje usta do jej ucha, czekając chwilę, aby utrzymać ją dłużej w napięciu.
-Nie ma nic za darmo, Granger- wyszeptał niskim głosem, a po ciele Hermiony przeszedł dziwny dreszcz.
Draco pełen satysfakcji odsunął się nieznacznie, obserwując pojawiający się na twarzy dziewczyny rumieniec. Wczoraj próbowała pobić go jego własną bronią, dlatego pora na rewanż.
Herm nieznacznie przesunęła się w bok, gdyż nie podobał jej się ton, jakim wypowiedział to zdanie. Wszelkie układy, jakie z nim zawarła nie kończyły się dobrze. Odwróciła hardo głowę w jego stronę, starając się ukryć zakłopotanie, w które ją przed chwilą wprawił.
-Dostałeś zdecydowanie więcej, niż cię na to stać, Malfoy- odpowiedziała twardo, mając w nim utkwiony wzrok. Zdawała sobie sprawę, iż ich niektóre rozmowy wykraczały z kategorii normalnych rozmów między kolegami, jednakże podświadomie nawet jej się to podobało.
Draco uniósł jeden kącik ust ku górze. Zapominał czasami, jaki potrafiła mieć cięty język. Musiał przyznać, że coraz bardziej imponowało mu to, w jaki sposób odpowiadała na jego zaczepki. Nie zamierzał pozostawać jej dłużny.
-Uważaj, Granger, bo od igrania z ogniem łatwo się sparzyć- szepnął, a następnie podniósł się ze swojego miejsca.- Idziesz?- Zapytał najbardziej niewinnym głosem.
Hermiona siedziała jeszcze przez chwilę lekko zdezorientowana. Czy oni właśnie flirtowali? Odrzuciła od siebie tę myśl i bez słowa wstała. Ślizgon posłał jej spojrzenie pełne satysfakcji, na co ona przesadnie uśmiechnęła się do niego, po czym bez słowa ruszyli do zamku.
***
W Pokoju Wspólnym Slytherinu w porze popołudniowej, jak zwykle ciężko było o wolne miejsce przy ciepłym kominku. Zapewne dlatego, iż regularnie zajmowała je pewna grupka przyjaciół. Na miękkiej zielonej kanapie siedział Draco, głęboko nad czymś rozmyślając oraz Pansy, która ułożyła na nim wygodnie głowę. Mats zajął fotel naprzeciwko nich, obserwując Blaisea, który stał w oddali, jakby zastanawiając się, czy do nich dołączyć.
-Jak długo będziesz robił jeszcze te podchody?- Spytał w końcu Mats, przenosząc wzrok na blondyna.
Ślizgon oderwany od swoich myśli posłał mu zdezorientowane spojrzenie. Po chwili dotarł do niego sens słów przyjaciela.
-Tak długo, jak będę musiał- odpowiedział, a widząc wzrok Bella wzdychnął głośno i dodał.- Nie miałem jeszcze dobrej okazji, żeby z nim pogadać.
-Ciągle masz- powiedziała nieprzekonana Parkinson.
-Och, faktycznie, Pans. Świetna uwaga.- Odparł z przesadą.- Dobrze, że sama się do niej dostosowałaś i szybko wyjaśniłaś całą sytuację z Potterem- zironizował, a dziewczyna podniosła się oburzona do pozycji siedzącej.
-Tyle tylko, że ja nie musiałam go za nic przepraszać- syknęła, odgarniając włosy z twarzy.
Mats oparł się zrezygnowany o oparcie fotela. Miał już dość tej przeklętej kłótni Smoka i Diabła. Kwestia pogodzenia byłaby zdecydowanie łatwiejsza i szybsza, gdyby obaj nie byli tacy uparci.
-Też nie muszę- odpowiedział, po czym zgarnął pełne wyrzutu spojrzenia dwójki przyjaciół.- Dobra, muszę- dodał zrezygnowany.
-To zrób to, Malfoy- odezwał się Bell takim głosem, jakby to było oczywiste.
Draco posłał mu zirytowane spojrzenie. Przecież wiedział, że musi to zrobić. Po prostu czekał na dobrą okazję.
-Dzięki, macie jeszcze jakąś wspaniałą radę, drodzy przyjaciele?- Zironizował, rozsiadając się wygodniej.
-O, idzie tu- zauważył Mats, na co Pansy i Draco podążyli za jego wzrokiem.
Blaise podszedł do nich spokojnym krokiem, nie wyglądając ani trochę na zmieszanego obecnością blondyna, który uznał to za dobry znak. Jednak gdy tylko Zabini przywitał się z każdym, pomijając właśnie jego, ten znak wydał mu się absurdalny.
Draco udawał, że nie zauważył nietaktownego przywitania przyjaciela, aby nie pogarszać swojej sytuacji. Chciał mieć to jak najszybciej za sobą, jednak wiedział, iż teraz również nie było dobrego momentu.
-McGonagall kazała mi i Rudej zjawić się jutro odnośnie balu- zaczął rozmowę.
Malfoy skrzywił się lekko na dźwięk tych słów. Temat balu był coraz częstszy i słyszał go na każdym kroku. Przypominało mu to tylko, jak mało czasu mu zostało.
-Dlaczego wam?- Spytała dziewczyna, nieświadoma, iż zahaczyła niechcący o drażliwy temat.
Na usta Zabiniego wkradł się wredny uśmiech, kątem oka spoglądając w stronę kanapy.
-Bo wiesz, jesteśmy prefektami naczelnymi- odpowiedział znaczącym tonem, teraz już patrząc otwarcie na przyjaciela.
Draco udawał, że nie usłyszał kąśliwej odpowiedzi chłopaka, będąc zajętym patrzeniem w trzaskający kominek. Natomiast Pansy zrobiła kwaśną minę, zła na siebie, że zadała takie oczywiste pytanie.
-Oczywiście- zaśmiała się i klepnęła się lekko w czoło. Zdecydowanie częściej powinna przemyśleć, co powiedzieć.- Mówiła po co?- Starała się zmienić tor rozmowy, jednak po raz kolejny nie wróżyło to niczego dobrego.
Ślizgon pokręcił przecząco głową, udając przez chwilę zamyślonego. Spojrzał na nich z dziwnym błyskiem w oku.
-Uwierzycie, że to już zaraz?- Zapytał dziarsko z szerokim uśmiechem.- Pewnie każdy nie może się doczekać.- Ponownie spojrzał na blondyna, który miał beznamiętny wyraz twarzy.
Pans i Mats wymienili ze sobą zaniepokojone spojrzenia. Ta rozmowa nie doprowadzi do niczego dobrego. Liczyli, że Blaise nie będzie szukał zaczepki. No cóż, pozostało im tylko ratować sytuację.
-Ta, też tak myślę- zaczął Bell, wyprzedzając Malfoy'a z odpowiedzią.- Jade ciągle o nim gada.
Tym razem cała trójka posłała jemu spojrzenie pełne dezaprobaty. Żadne z nich nie ukrywało swojej niechęci do tej Gryfonki. Po cichu liczyli, że nie wytrzymają ze sobą tyle czasu.
-No tak, nasza cudowna, perfekcyjna Jade- burknęła Pansy pod nosem, co nie uszło uwadze chłopaka.
-Pans, wiem, że jej nie lubisz, ale nawet nie dajesz jej szansy- powiedział oskarżycielskim tonem. Czemu po prostu nie mogą cieszyć się z jego szczęścia?
-Gdybym dała jej więcej szans, to nie dożyłabym tego przeklętego balu- sarknęła, zakładając nogę na nogę.
Draco i Blaise parsknęli pod nosem w tym samym czasie, lecz gdy zauważyli wzrok Ślizgona od razu udawali poważnych.
-Jesteś niesprawiedliwa. Nie rozumiem czemu tak jej nie znosisz.- Pokręcił głową, a widząc, że otworzyła usta, aby mu odpowiedzieć, przerwał jej.- Mogłabyś chociaż udawać.
Pansy wzięła głęboki wdech, po czym głośno wypuściła powietrze. I tak było za każdym razem, gdy tylko pojawiał się temat tej przeklętej dziewczyny.
-Mats, uwierz mi, toleruję ją bardziej, niż powinnam- odparła spokojnie, widząc niezadowoloną minę przyjaciela.
-Nikt za nią nie przepada, stary- odezwał się Draco, aby wesprzeć Czarną. Poza tym, on i Potter mieli wobec niej pewne zastrzeżenia.
-Całe szczęście, że za tobą każdy przepada- zironizował, obrywając morderczym spojrzeniem od blondyna.
-Jesteś w nią ślepo zapatrzony, bo przypomina ci Victorię, Mats- dodała już nieco łagodniej, a przez twarz chłopaka przemknął dziwny cień.
Również mina Draco stężała. Od razu przypomniał sobie o sytuacji, która zaszła w wakacje między jego kuzynką, a przyjacielem.
Ślizgon zmieszał się na te słowa i nie patrząc w stronę Malfoy'a kontynuował.
-Nie rozumiem co to ma ze sobą wspólnego- odparł obojętnie, ignorując pobłażliwe spojrzenia przyjaciół.- Jade jest po prostu świetną dziewczyną i tyle. Czy ja wam mówię z kim macie się spotykać, a z kim nie?
-Jade jest wredną i okropnie podejrzaną wiedźmą, a nie świetną dziewczyną! Na dodatek kropka w kropkę wygląda, jak Vi!- Powiedziała głośniej niż chciała, bo kilka osób zwróciło ku nim zaciekawione spojrzenia.
Między czwórką przyjaciół zapanowała gęsta cisza. Zdała sobie sprawę, że odrobinę przesadziła, gdyż Mats podniósł się z fotela, zabierając swoje rzeczy. Ślizgonka jęknęła w duchu nad swoim niewyparzonym językiem i ruszyła za przyjacielem. Zatrzymał się dopiero przed wyjściem z Pokoju Wspólnego. Stał bez słowa z urażoną miną, czekając aż ta zacznie pierwsza. Pansy westchnęła cicho, bo nie chciała, aby powstała kolejna kłótnia między nimi.
-Dobrze, przesadziłam i przepraszam- powiedziała, zdając sobie sprawę, że to za mało.- Nie powinnam tak mówić, skoro ci na niej zależy.- Urwała na chwilę, aby przemóc się do słów, które zaraz padną z jej ust. Starała się nie skrzywić.- Dla ciebie dam  jej jeszcze szansę.- O Salazarze, co ona powiedziała.
Na twarzy chłopaka pojawił się przyjazny uśmiech. Objął przyjaciółkę, będąc pod wrażeniem, że mimo swoich uprzedzeń postanowiła się przełamać.
-Dzięki, Pans- odparł, wypuszczając ją z objęcia.- Możesz zjeść z nami kolację- zaproponował.
Parkinson zacisnęła usta w wąską linię, aby uniknąć negatywnego komentarza, a następnie pokiwała ochoczo głową. Oboje wyszli z Pokoju Wspólnego.
Zaś pozostawiona dwójka w ciszy śledziła każdy ich ruch, aż do wyjścia. Zazdrościli Pansy i Matsowi, że nie potrafili być ze sobą pokłóceni. Draco zerknął ukradkiem na Blaisea. Miał teraz idealną okazję, aby zacząć rozmowę. Jednak nie do końca wiedział jak to zrobić. Zabini odwrócił się w jego stronę i również chciał opuścić salon, jednakże gdy zobaczył, że blondyn otwiera usta, by coś powiedzieć, zrezygnował z tego pomysłu.
-Słuchaj...- Zaczął, po czym urwał. Nie wiedział jak ubrać to w słowa. Blaise cierpliwie czekał, wyglądając na zaciekawionego.- Czy możemy w końcu zakopać ten durny topór wojenny? Zrozumiałem już, że to była moja wina, bo jestem egoistą. I jesteś o wiele lepszym materiałem na Prefekta Naczelnego- wyrzucił z siebie na jednym wdechu.
Zab przyglądał mu się przez chwilę, po czym z kamienną miną odezwał się.
-Uważasz, że powód tej sprzeczki jest durny, tak?- Zaczął obrażonym tonem.- Skoro tak, to nie wydaje mi się, żebyś zrozumiał.
Malfoy powstrzymał się od pacnięcia się w czoło z otwartej ręki. Zamrugał kilka razy, ponieważ nie wiedział, co odpowiedzieć.
-Nie, ja po prostu...- Nie było dane mu dokończyć.
-Żartowałem.- Wyszczerzył do niego zęby w uśmiechu, po czym Draco zrobił to samo.- Cieszę się, że głośno mówisz, iż jesteś egoistą oraz gorszym Prefektem- zażartował, wyciągając się wygodnie na fotelu.
Chłopak nie odpowiedział, tylko rzucił w niego zieloną poduszką. Nareszcie poczuł ulgę. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak bardzo brakowało mu Blaisea przez te dni.
-Lepiej dobrze to zapamiętaj, bo nigdy więcej tego nie powtórzę- zadeklarował, uśmiechając się lekko.
***
Zamierzała zaczepić Ginny, gdy tylko spotka ją samą, ale to chyba było niemożliwe. Ona i Blaise byli nierozłączni. A gdy nie była z nim, to siedziała gdzieś z Harry'm. To wcale jej nie ułatwiało chęci zażegnania konfliktu między nimi. Wczoraj zauważyła, że Malfoy i Zabini razem rozmawiali podczas kolacji, co ją zaskoczyło. Nie sądziła, że tak szybko mu się to uda. Ale skoro on potrafił schować swoją dumę do kieszeni, to ona też się nie podda. Również miałaby w końcu sposób na ograniczenie kontaktu z Malfoy'em. Spędzali zbyt wiele czasu razem, co zaczynało robić się dziwne. Cała ich relacja wyglądała dziwnie. Wiedziała, że Malfoy to Malfoy i on zawsze zachowywał się tak wobec dziewczyn. Ale ona była Hermioną Granger. Wobec niej nigdy przenigdy nie powinien się tak zachowywać. A pozwalał sobie już na coraz więcej.
Szła sama z błoni, zmierzając w stronę zamku. Przed chwilą skończyła się ostatnia na dzisiaj lekcja Zielarstwa. Liczyła, iż teraz rudowłosa będzie szła sama, lecz razem z Blaisem popędzili szybko do szkoły. Harry również postawił na towarzystwo Ślizgonów, a konkretniej Ślizgonki. No cóż, przynajmniej miała czas, aby poukładać sobie w głowie, co powie Ginny, gdy tylko ją spotka samą.
Jednakże usłyszała za sobą szybkie kroki, a zaraz później poczuła klepnięcie w ramię. Nie musiała się odwracać, by wiedzieć kto przerwał jej rozmyślania.
-Malfoy, co za niespodzianka- zironizowała, przyspieszając kroku.
Ślizgon uśmiechnął się cwanie pod nosem, bez problemu nadążając za nią. Sama zaczęła igrać z ogniem, dlatego też miał zamiar go podsycić.
-Myślałem, że bardziej ucieszysz się na mój widok- odparł, słysząc jej prychnięcie.
-To lepiej nie myśl- odpowiedziała słodko, poprawiając torbę na ramieniu.
Chłopak pokręcił głową, udając urażonego. Jego rozmowy z Granger zawsze będą wyglądały tak samo.
-Urocza, jak zawsze- zironizował, tym razem wywołując u niej delikatny uśmiech.- Czemu idziesz sama?
Posłała mu krótkie spojrzenie. Od kiedy był taki miły? Ostatnio zdarzało mu się to coraz częściej. To było zdecydowanie podejrzane. Tym bardziej, iż wiedział, że ma zamiar dowiedzieć się, co miał do ukrycia.
-Niestety nie sama- westchnęła głośno. Naprawdę chciała być sama, aby móc porozmyślać.
Ślizgon puścił tę uwagę mimo uszu. Mogła zarzucać go lawiną ironicznych odpowiedzi, ale był pewien, że nie przeszkadza jej to tak, jak się upierała.
-Nie wiem, czy jesteś świadoma, ale nie miałaś racji- zagadnął uradowany. Nie do końca wiedział czy to z powodu jego pojednania z Zabinim czy może z faktu, iż Granger nie miała racji.
-Zawsze mam rację- odparła pewnie, marszcząc lekko czoło.
-Nie tym razem, skarbie- odparł dziarsko, obserwując zmieszaną minę Gryfonki. Uwielbiał wprowadzać ją w zakłopotanie.
Hermiona przystanęła i odwróciła się twarzą do chłopaka.
-Może jaśniej, skarbie?- Zironizowała, otulając się szczelniej peleryną.
-Rozmawiamy już z Blaisem. A o ile się nie mylę, to, czekaj jak to było?- Udał przez chwilę, iż  głęboko nad czymś się zastanawia.- A tak. Ja to ja i rozmowa nie idzie ze mną w parze- dodał pełen satysfakcji.
Miona zmrużyła lekko oczy, powstrzymując się od niemiłego komentarza. Faktycznie, była trochę zdziwiona, że poszło im to tak szybko, ale nie oszukujmy się, kobiety chowają dłużej urazę. Choć ta wiadomość zmotywowała ją, aby jeszcze szybciej pogodzić się z przyjaciółką.
-Gratuluję, zarozumiały arystokrato- odparła ze sztucznym uśmiechem, ponownie kierując swoje kroki w stronę zamku. Draco zrobił urażoną minę.- W końcu masz przyjaciela i będziesz mógł dać mi spokój, nie zadręczając mnie swoją osobą przez prawie całą dobę- dodała, czując na sobie nieprzyjemny wzrok chłopaka.
-Oj, Granger.- Pokręcił rozbawiony głową, dotrzymując jej kroku.- Kiedy skończysz udawać, że nie podoba ci się moje towarzystwo?
Uniosła wysoko brwi. Zaskakujące, jaki był pewny siebie.
-Dlaczego sądzisz, że udaję?- Zapytała, posyłając mu zaciekawione spojrzenie.
-Gdybyś nie chciała spędzać ze mną czasu, to byś po prostu tego nie robiła.- Wzruszył ramionami, jakby to było oczywiste.- I...- Zaczął, wzbudzając w niej większą ciekawość.- Jesteś zbyt rozkojarzona w mojej obecności- skończył pewnym siebie głosem, dotykając jej ramienia.
Dziewczyna ponownie przystanęła. Co on sobie myślał? Strzepnęła od razu jego dłoń, patrząc na niego gniewnie.
-Wcale nie jestem!- Syknęła, wiedząc, iż nie była całkowicie szczera. Jednakże nie było to też prawdą w takiej mierze, jak przedstawił ją Malfoy.
-Okłamujesz mnie, czy siebie?- Zapytał rozbawiony, obserwując, jak jej irytacja narasta.
-Nikogo nie okłamuję. Jesteś taki nieznośny, Malfoy, że nigdy nie chciałabym spędzać z tobą czasu mimowolnie. I nigdy nie będę chodziła przez ciebie rozkojarzona- wyrzucała z siebie zła. Ta jego arogancja doprowadzała ją do szału.
W oczach Ślizgona pojawiły się tajemnicze iskierki. Miał pewien pomysł, jak wykorzystać jej słowa.
-Chyba sama się już plączesz w tym, co mówisz i robisz, Granger.- Włożył ręce do kieszeni. Zauważył, że uniosła prowokacyjnie brew do góry, aby kontynuował.- Zaprzeczasz sama sobie.- Pokręcił głową.- Raz wyzywasz, raz całujesz, potem znowu wyzywasz, jeszcze potem robisz jakieś końskie zaloty na lekcji, a na koniec ponownie wyzywasz.- Wyliczał na palcach, a na policzki Hermiony wkradły się rumieńce.
-Przedstawiasz wszystko w innym świetle, żeby było na twoją korzyść- odpowiedziała, czując że zaschło jej w gardle. Nie podobała jej się ta rozmowa.
-Nie muszę. To ty siebie oszukujesz i nie umiesz przyznać przed samą sobą, że mnie lubisz.- Uniósł kącik ust do góry, nie spuszczając z niej wzroku.
Gryfonka prychnęła głośno, słysząc tak absurdalne słowa. Zdecydowanie miał o sobie zbyt wielkie mniemanie. Nauczyła się znosić jego towarzystwo, które  o n  ciągle jej narzucał, ale nie używałaby aż takich słów.
-Chyba śnisz, Malfoy- sarknęła, odgarniając niesforne loki z twarzy.- Nie dodawaj sobie za dużo. Spędzam z tobą czas, bo jesteś jak wrzód, którego nie da się pozbyć. Gdzie się nie obrócę, tam jesteś.- Świetnie, jeszcze z nim się pokłóci. Zdecydowanie musi pogodzić się z Gin.
Draco zrobił urażoną minę i przez chwilę nad czymś się zastanawiał. W jego głowie zapaliła się żarówka. Będzie miał idealną okazję, by sprawdzić na jakiej pozycji jest jego wygrana. Przybrał obojętny wyraz twarzy, po czym się odezwał.
-W porządku, ale jestem pewien, że długo byś nie wytrzymała bez tego wrzodu i sama byś do mnie przyleciała.- Czekał, czy połknie haczyk.
-Wytrzymałabym z całą pewnością dłużej niż ty. To ty mnie nękasz i napastujesz- odparła kąśliwie, krzyżując ręce na piersiach.
-Świetnie, w takim razie masz ode mnie spokój- powiedział spokojnie, a na twarzy dziewczyny pojawiło się zdziwienie.
-Jak to?- Spytała zdezorientowana.
-Normalnie. Koniec z nękaniem i napastowaniem.- Wzruszył ramionami, powstrzymując się, aby nie parsknąć na widok jej miny.- Coś nie tak, Granger? Będziesz tęsknić?- Zironizował, co ją trochę otrzeźwiło.
-Och, nareszcie jakiś dobry pomysł.- Wciąż była lekko zdezorientowana. Przecież od kilku tygodni jej ulubionym zajęciem było docinanie Malfoy'owi.
-To w takim razie miłego i spokojnego życia, Granger- powiedział cicho, patrząc jej w oczy.
Stała zdziwiona w jednym miejscu, obserwując jak obrócił się i zmierzał w stronę zamku. On nie mówił na pewno poważnie. Przecież oboje za bardzo przyzwyczaili się do takiego trybu dnia, żeby nagle przestać rozmawiać. Ale dobrze, skoro jest taki pewien, że to ona będzie miała z tym większy problem niż on, to się jeszcze zdziwi. Przez siedem lat nie rozmawiała z nim, nie wliczając w to kłótni, dlatego też pierwsza się nie złamie.
Zaś Draco odchodził z szerokim, pełnym satysfakcji uśmiechem. Połknęła haczyk. Mało tego, daje jej maksymalnie tydzień i przyleci błagać go, aby cofnął ten pomysł. Zapowiadał się przyjemny, lecz jednocześnie pracowity tydzień. Choć był pewien, że wiele nie będzie musiał robić.
Ostrzegałem Granger, żebyś uważała, bo możesz się sparzyć. Teraz musisz uważać, żeby nie spłonąć.
~**~
W KOŃCU JEST, PRZEPRASZAM, ŻE TYLE CZASU

5 komentarzy:

  1. Nareszcie jest.
    Ogólnie fajnie, chociaż jest całkiem sporo błędów na poziomie językowym, ale to może przez pośpiech. Bardzo intryguje mnie zakończenie, nie mogę się doczekać rozwinięcia tej sytuacji między Draco a Hermioną.
    Pozdrawiam i życzę weny!
    ~PD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaję sobie sprawę, bo od zawsze na zawsze mam problem ze składnią, a widzę to dopiero po jakimś czasie

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Rozdział cudowny jak zawsze❤.Zastanawiam się jak długo Miona wytrzyma bez Gin i Malfoya oraz oni bez niej.Mysle tez nad tym podobieństwem Jade do Vi i cos mi tu zalatuje Benem.Czekam na następny.
    Pozdrawiam!
    SweetBlackHoodie

    OdpowiedzUsuń